Spółka siedzibę ma w Białymstoku, a oddziały już w kilku krajach świata. W 2019 roku chce trafić na parkiet główny warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych.

S.B.: Waldemar Birk, prezes Grupy Kapitałowej TenderHut jest doktorem informatyki po Politechnice Warszawskiej, o bardzo różnorodnych pasjach i zainteresowaniach: od branży IT, przez zagadnienia związane z energią odnawialną, po... hodowlę kapłonów. Pan, panie Robercie, jest wiceprezesem TH i prezesem SoftwareHut i ma za sobą Polsko-Japońską Wyższą Szkołę Technik Komputerowych w Warszawie. Jak i dlaczego trafiliście do Białegostoku?

– Nasze zawodowe historie są już dosyć długie. O Waldemarze można mówić w kontekście jego doświadczeń nie tylko w Polsce, ale i w Danii, Szwecji, Norwegii i na Litwie. Pracował w trzech europejskich korporacjach informatycznych BULL, Siemens i ICL. Ja przez 17 lat pracowałem np. dla warszawskiej BRE Leasing, dziś mLeasing, potem m.in. dla wrocławskiej SMT Software, a potem w Grupie SMT, gdzie budowałem firmę iAlbatros zdobywając doświadczenie w branży Business Travel.
Z Waldemarem spotkałem się w SMT Software, która w Białymstoku otworzyła oddział. Dało nam to m.in. okazję do poznania tutejszego środowiska informatycznego i współpracy z trzema wiodącymi uczelniami miasta: Uniwersytetem Medycznym, Uniwersytetem w Białymstoku i Politechniką Białostocką, co miało potem ogromne znaczenie dla historii i rozwoju TenderHut.

S.B.: Jak zaczęła się ta historia?
– Bardzo upraszając, można powiedzieć, że zaczęła się w 2010 roku, kiedy w Białymstoku powstała spółka CodeArch, która później stała się spółką zależną SMT Software i pełniła funkcję jej białostockiego oddziału. Byłem wtedy odpowiedzialny za pracujący tutaj zespół programistów.
Pięć lat później odkupiliśmy tę spółkę z Waldemarem od spółki-matki. I już po pierwszych dziewięciu miesiącach naszej działalności, na gali wręczenia nagród Deloitte Technology Fast 50 dla Europy Środkowej Waldemar się śmiał, że został jednym z najstarszych startuperów w Polsce. Bo miał wtedy ponad 65 lat!

S.B.: To imponujące potwierdzenie faktu, że nazwa startup sygnalizuje młodość spółki (mniej niż trzy lata), a nie wiek jej założycieli. Proszę jednak powiedzieć, dlaczego postanowiliście panowie rozwijać własny biznes?
– Chcieliśmy budować dużą, zaawansowaną technologicznie firmę na własnych zasadach. Wcześniej budowaliśmy je dla innych.
W każdej firmie, dla której pracowałem, były nowe wyzwania, ale szybko stawały się starymi, które takiemu człowiekowi jak ja dawały poczucie niedosytu. Przykładowo w iAlbatros… firmie, która ma klientów na całym świecie i są to organizacje mające po setki tysięcy ludzi, dla których realizowaliśmy skomplikowane projekty…
nauczyłem się kooperować na rynku
zagranicznym.
No i właśnie dlatego, razem z Waldemarem Birkiem, młodym duchem jak mało kto, postanowiliśmy budować całe piony, działy, ale tym razem dla siebie. Tym bardziej że firma SMT Software, której spółką zależną był na początku TenderHut, chciała zmienić strategię i pójść bardziej w stronę Business Travel i outsourcingu IT niż w duże projekty publiczne, w których specjalistami byliśmy Waldemar i ja.
Naszą decyzję o usamodzielnieniu się przyspieszyła też sprzedaż SMT Software, które teraz funkcjonuje jako firma Intive.
Jednym słowem, kilka razy budowałem spółki, które były potem korzystnie sprzedawane i w końcu chciałem stworzyć coś swojego.

S.B.: W Białymstoku. Bo?
– Bo czemu nie? Bo jest tu mniejszy tłok niż w Warszawie. Bo jest tu mnóstwo świetnych fachowców na rynku, których znamy ze współpracy z uczelniami.
Oczywiście, nieuniknione jest posiadanie przez firmę oddziału w Warszawie, bo to jest ułatwienie dla klientów z zagranicy, którzy chcą przyjechać na one day trip. Ale, mam nadzieję, że gdy między stolicą a Białymstokiem powstanie szybka kolej… a mam nadzieję, że powstanie… to czas, w jakim dojeżdżam ze swojego domu pod Warszawą do biura w stolicy, będzie taki sam, jak dojazd z domu do Białegostoku. Przecież biznes na świecie tak funkcjonuje.
Gdy pracowałem we Francji, z Lille, odległego o ok. 200 km od Paryża, jechałem 45 minut szybką koleją TGV do granic stolicy Francji i drugie tyle do jej centrum. Dlatego bardziej liczę na takie połączenia Białystok – Warszawa niż na lotnisko.