Ustawa zakazująca handlu w niedziele ma znacznie więcej przeciwników niż zwolenników. Projekt pomyślany jako ukłon w stronę pracowników wielkich sieci, nie zadowala ani pracodawców, ani klientów, ani nawet samych „obdarowanych”. Najbardziej na zakazie cierpią właściciele małych sklepów. Zamiast rosnąć w siłę, bankrutują. Dalsze zaostrzanie zakazów będzie ewidentnym działaniem na szkodę gospodarki całego państwa, a co za tym idzie musi się odbić na notowaniach rządu- wynika z raportu Warsaw Enterprise Institute (WEI), który apeluje do rządu o jak najszybsze wycofanie się z zakazu handlu w niedzielę.

- Nasz raport koncentruje się na wyborcach i pokazuje jaka może być ich reakcja w wyborach.

Sprawdziliśmy gdzie i kogo najbardziej dotyka zakaz handlu. Okazuje się najbardziej dotknięty jest elektorat wielkomiejski, dobrze wykształcony. W ogóle im wyżej wykształcony, tym gorzej ocenia decyzję o zakazie handlu w niedziele. Co ciekawe, obszary wiejskie również negatywnie oceniają wprowadzenie zakazu, czyli w obszarach w których partia rządząca miała większość w poprzednich wyborach- tłumaczy w rozmowie z AIP Tomasz Wróblewski, prezes Warsaw Enterprise Institute.- Z naszych kalkulacji wynika, że PiS dalej kontynuując ten proces, czyli zwiększając ilość niedziel z zakazem handlu tak naprawdę wyciąga dywan na którym stoi, jeżeli chodzi o elektorat- dodaje.

Przeczytaj także:

Zakaz handlu w niedzielę, który miał być wybawieniem dla małych, rodzinnych sklepów, nie zatrzymał postępującego procesu ich likwidacji. W ostatnim roku z rynku zniknęło 11 tys. placówek. Szczególnie dramatycznie wygląda sytuacja finansowa osiedlowych sklepów warzywnych, podobnie ma się sytuacja księgarni czy sklepów obuwniczych.

- Kwestie gospodarcze oczywiście dotykają małe i średnie firmy, sprzedawców, drobne sklepy, które tak naprawdę nie są w stanie konkurować z wielkimi sieciami i ich sobotnimi promocjami i wyprzedażami- mówi Wróblewski.

W ostatnim roku zbankrutowały aż 234 firmy handlowe, o 7 proc. więcej niż przed rokiem. W tym aż 148 hurtowni, czyli o 6 proc. niż w 2017 roku. Nawet jeżeli jutro rząd wycofałby się z felernej ustawy, to straty - głównie te związane z bankructwami przedsiębiorców, zaskoczonych nowymi regulacjami, będą trudne do odrobienia przez kilkanaście lat.

Jak wynika z danych Polskiej Izby Handlu, w listopadzie 2018 r. całkowita wartość sprzedaży w sklepach małoformatowych do 300 mkw. była o 9,2 proc. niższa niż w październiku 2018 r. Liczba transakcji w listopadzie br. była aż o 13 proc. niższa niż miesiąc wcześniej i o około 2 proc. niższa niż w listopadzie 2017 r.

Podobne obostrzenia w Unii Europejskiej ma 10 z 28 państw. Przy czym większość ogranicza się do zakazów handlu w święta narodowe. Nawet w krajach gdzie ograniczenia należą do najbardziej restrykcyjnych jak Niemcy czy Austria, stopniowo się od nich odchodzi, rozluźniając dotychczasowe regulacje.

- Przeprowadziliśmy wiele rozmów z wieloma osobami i w zasadzie nikt, ale to nikt nie jest zadowolony z tego zakazu handlu: ani konsumenci, ani przedsiębiorcy, ani nawet pracownicy. 40 proc. pracowników wielkich sieci handlowych jest niezadowolony z wprowadzenia tego zakazu, ponieważ komplikuje to ich życie, uniemożliwia im dostosowanie swoich zadań pozaurzędowych do trybu życia- tłumaczy ekspert. - Niezależnie co byśmy mówili o wpływie na gospodarkę, to także jest ogromny wpływ na politykę- podsumowuje.