Afrykańskie junty nie chcą USA. Amerykanów zastępuje Rosja, a zyskają na tym islamiści

Grzegorz Kuczyński
Grzegorz Kuczyński
Amerykanie w Afryce szkolą też wojska państw partnerskich
Amerykanie w Afryce szkolą też wojska państw partnerskich Africom.mil/Sgt. Kacie Benak
Rosyjska ekspansja w Afryce szkodzi już nie tylko Francji, ale też Stanom Zjednoczonym. Kolejne junty wojskowe zawierające sojusz z Moskwą wyrzucały ze swego podwórka francuskich żołnierzy pomagających walczyć z islamskimi rebeliantami. Teraz dotyka to również Amerykanów – w Nigrze i być może za chwilę w Czadzie. To uderzy w międzynarodową wojnę z islamskim terroryzmem i zwiększy zagrożenie dla Europy.

Najpierw była Republika Środkowoafrykańska, potem Mali. W ostatnich miesiącach doszły Burkina Faso i Niger. A teraz Czad. Trzy źródła w amerykańskiej administracji powiedziały "Washington Post", że już w najbliższych dniach z tego kraju wycofają się dziesiątki żołnierzy USA.

Wojna o wpływy w Afryce Zachodniej i Środkowej toczy się od kilku lat i wygrywa w niej wyraźnie Rosja. Zdobywa kolejne przyczółki kosztem przede wszystkim Francji, ale ostatnio też USA. To rosyjscy żołnierze i najemnicy przejmują bazy opuszczane na żądanie lokalnych junt wojskowych przez żołnierzy z Zachodu. Ostatnie tygodnie to przede wszystkim ogromne problemy Amerykanów w Sahelu, regionie kluczowym w wojnie z dżihadystami.

Niger wyrzuca Francuzów i USA

Była francuska kolonia Niger od lat była jednym z głównych partnerów Zachodu, głównie USA i Francji, w walce z terrorystami w tej części Afryki. Ale w sierpniu 2023 roku wojsko obaliło prozachodniego prezydenta Mohameda Bazouma (który nadal pozostaje w areszcie domowym). Gdy regionalna organizacja ECOWAS zagroziła zbrojną interwencją w obronie legalnego przywódcy państwa, junta wojskowa zaczęła szukać sprzymierzeńców w Rosji. I jednocześnie zaczęły pogarszać się relacje z Francją i USA. Eksperci są przekonani, że zerwanie stosunków Nigru z Waszyngtonem i Paryżem było warunkiem Moskwy dla współpracy wojskowej z Niamey.

Najpierw Niger wyprosił 1500 francuskich żołnierzy (większość przybyła tam, wyrzucona wcześniej z sąsiednich Mali i Burkina Faso przez prorosyjskie junty), a trzy miesiące później wypowiedział porozumienie wojskowe z USA. Gdy zaś 10 kwietnia w Niamey wylądowała pierwsza grupa rosyjskich najemników, na biurkach kierownictwa Pentagonu leżały już pisma z żądaniem opuszczenia Nigru przez amerykańskie wojsko. Kilka tygodni trwały próby przekonania władz Nigru przez USA, ale bez skutku. Rzecznik Pentagonu gen. Patrick Ryder potwierdził 22 kwietnia, że rozpoczęły się rozmowy z Niamey na temat „uporządkowanego wycofania sił USA z kraju”. To może być poważny cios dla walki z dżihadystami w całej Afryce Zachodniej, która znajduje się w zasięgu dronów bazujących w pobliżu nigerskiego Agadez. Amerykanie zaczęli szukać nowej lokalizacji bazy, gdy złe wieści nadeszły z sąsiadującego od zachodu z Nigrem Czadu.

Czad? To byłaby klęska

Do niedawna Czad uchodził za najważniejszego sojusznika Francji w tej części Afryki, wierniejszego nawet od Nigru. Ale i tu dotarła ogarniająca całą frankofońską część kontynentu fala antyfrancuskich nastrojów. Byłe kolonie Paryża mają dość postkolonialnej zależności od Francji, przejawiającej się choćby w ekonomicznym ich wyzysku przez Francuzów. Do tego dochodzą wewnętrzne uwarunkowania polityczne w Czadzie. W 2021 roku, w dość zagadkowych okolicznościach, w walce z rebeliantami zginął prezydent Idriss Deby, wierny sprzymierzeniec Paryża, panujący w Czadzie przez ponad trzy dekady!

Władzę objęła junta z Debym juniorem na czele. Odkładane wybory w końcu mają się odbyć w maju. Większość opozycji krytykuje Mahamata Deby’ego Itno za rzekomą służalczość wobec Francji. Więc ten postanowił pokazać, że nie jest lokajem Zachodu. Władze Czadu zagroziły anulowaniem umowy o statusie sił zbrojnych (SOFA) podpisanej z USA regulującej obecność amerykańskiego personelu wojskowego w Czadzie. Chociaż chodzi o około stu ludzi – to jednak jest to elita sił specjalnych, korzystająca z francuskiej bazy wojskowej w stolicy kraju Ndżamenie. Po co tam są? Po to samo, co drony, agenci CIA i specjalsi w sąsiednim Nigrze. Chodzi o walkę z islamskim terroryzmem w Sahelu: rosnącymi w siłę ostatnio regionalnymi filiami Al-Kaidy (JNIM) i Państwa Islamskiego (ISSP).

Co więcej, w trakcie niedawnego wywiadu z francuskimi mediami Deby nie chciał odpowiedzieć na powtarzane pytanie, czy po ewentualnym zwycięstwie w wyborach prezydenckich nie wyrzuci z Czadu około 1000 francuskich żołnierzy stacjonujących w trzech bazach. To, w którym kierunku pójdzie w sferze bezpieczeństwa Czad jest ważne dla całej Afryki z racji na jego położenie. Od północy sąsiaduje z Libią, gdzie są wagnerowcy a Moskwa dogaduje się z generałem Haftarem ws. dostępu do portów śródziemnomorskich. Od wschodu leży Sudan pogrążony w wojnie domowej. Deby postawił na tę samą stronę, co Rosja i Zjednoczone Emiraty Arabskie: paramilitarną formację RSF pod wodzą gen. Mohammeda Dagalo. Od zachodu jest wspomniany Niger, który zerwał z Zachodem i postawił na Rosję. Wreszcie od południa jest Republika Środkowoafrykańska, gdzie Rosjanie od lat pozyskują złoto i diamenty, w zamian zapewniając ochronę prezydentowi Touaderze.

Rosyjska intryga

Malijscy urzędnicy twierdzili na początku kwietnia, że Czad wyraził zainteresowanie przystąpieniem do Sojuszu Państw Sahelu (AES). To blok wojskowy sformowany przez trzy kraje Sahelu rządzone przez junty wojskowe: Mali, Burkina Faso, Niger. Łączą je rządy wojska, walka z islamskimi rebeliantami z JNIM i ISSP, ale też sojusz z Rosją. Moskwa jest de facto gwarantem bezpieczeństwa AES, ponieważ jest głównym partnerem w zakresie bezpieczeństwa dla wszystkich trzech członków bloku. Rosja ustanowiła również obecność wojskową w każdym kraju członkowskim po tym, jak junty wyrzuciły swoich byłych zachodnich partnerów.

Czad ma być kolejnym elementem w afrykańskiej układance Kremla. Dlatego w styczniu 2024 r. zaoferował wzmocnienie więzi obronnych z Czadem, gdy Deby złożył wizytę w Rosji. Ten kraj to smakowity kąsek dla Moskwy nie tylko z racji położenia w sercu Afryki. Jest wszak gospodarzem największej francuskiej bazy na kontynencie i przyjął francuskie wojska, które wycofały się z Burkina Faso, Mali i Nigru. Wyrzucenie Francuzów z Czadu byłoby największym upokorzeniem i klęską dla Paryża. Bardziej, niż utrata Mali, Burkina Faso, Nigru czy Republiki Środkowoafrykańskiej. Zresztą wpływy rosyjskie w tej ostatnie Francja próbowała osłabiać, działając właśnie z Czadu.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Studio Euro odc.4 - PO AUSTRII

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Afrykańskie junty nie chcą USA. Amerykanów zastępuje Rosja, a zyskają na tym islamiści - Portal i.pl

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na strefabiznesu.pl Strefa Biznesu