To nas najbardziej irytuje podczas pracy zdalnej! Nie każdy pracownik potrafi odnaleźć się w rzeczywistości pracy z domu

Justyna Madan
Justyna Madan
Co w pracy zdalnej przeszkadza nam najbardziej?
Co w pracy zdalnej przeszkadza nam najbardziej? Unsplash.com
Udostępnij:
Praca z domu ma swoje zalety. Nie tracimy czasu na dojazdy, możemy nosić rozciągnięte dresy i ustawiać temperaturę w pomieszczeniu według własnych potrzeb. Jednak taki system ma też wiele wad. Okazuje się, że nie do końca określone zasady czy brak bezpośredniego kontaktu ze współpracownikami i klientami, to tylko niektóre niedogodności. Co w pracy zdalnej denerwuje nas najbardziej?

Brytyjski Premier Inn przeprowadził ankietę na 1000 pracowników zdalnych, aby dowiedzieć się, co w takiej pracy denerwuje ich najbardziej. 61 proc. ankietowanych odpowiedziało, że irytuje ich gdy współpracownicy zbyt wolno odpowiadają na maile, ale na liście znalazło się też np. odpowiadanie na maile po godzinach pracy. 9 proc. ankietowanych stwierdziło, że współpracownicy są bardziej denerwujący podczas pracy zdalnej, niż w osobistym kontakcie. Poza tym wymieniono również hałas w tle podczas wideorozmów, jedzenie przed kamerą i odbieranie połączeń telefonicznych podczas wideokonferencji.

W rzeczywistości nie tylko współpracownicy denerwują nas podczas pracy zdalnej. Okazuje się, że taki system ma sporo niedogodności, z którymi nie każdy potrafi czy ma możliwość sobie poradzić. Jakie wady ma praca zdalna?

Brak bezpośredniego kontaktu z ludźmi

W firmie Marka Krajewskiego od początku pandemii pojawiła się możliwość pracy zdalnej. Był to duży przełom, ponieważ wcześniej praca zdalna nie była tam możliwa. Jednak kiedy ogłoszono pierwszy lockdown, zaczęto po kolei wysyłać pracowników do pracy z domu.

„Byłem jedną z nielicznych osób, które cały czas przyjeżdżały do biura. Na korytarzach zrobiło się pusto, na piętrze na którym pracuję, nagle z dnia nadzień z 50-60 osób zrobiło się około 5-8, w tym ja. Wszyscy dookoła mówili mi, żebym nie jeździł, że to niebezpieczne…ale ja ciągle jeździłem. Niebezpieczeństwo było znikome, jeździliśmy samochodami i każdy siedział daleko od siebie, a najczęściej w innym pokoju” – wspomina Marek.

Dlaczego wolał jeździć do pracy, chociaż nie musiał? Powody były różne, m.in. brak spokoju i odpowiedniej przestrzeni biurowej. W domu syn miał zdalną szkołę i potrzebował ciszy, żona zawiesiła działalność i też była w domu, więc zrobiło się tłoczno, a praca Marka polega głównie na rozmowach z klientami.

„W biurze znajdowałem nie tylko przestrzeń ale i innych współpracowników, z którymi można było porozmawiać, wejść w interakcje. To właśnie brak interakcji z innymi ludźmi najbardziej mi przeszkadza i nie zastąpi tego żaden Skype czy Teamsy. Oczywiście parę razy próbowałem pracy zdalnej, czasami przez parę dni z rzędu siedziałem w domu ale za każdym razem czułem, że wolę jechać do firmy. Potrzebuję zmiany otoczenia, interakcji z innymi ludźmi niż tyko rodzina. Potrzebuję rytmu dnia, wyszykowania się do pracy i bycia w innym środowisku niż dom, w którym mieszkam” – tłumaczy mężczyzna.

Po miesiącu coraz więcej ludzi przychodziło znów do pracy, było więc z kim porozmawiać, wypić kawę, a jednocześnie wciąż wiele osób pracowało w domu, więc w firmie panowała cisza. Okazało się jednak, że niektórzy pracownicy bardzo źle znoszą zaistniałą sytuację. Popadali w zobojętnienie, pojawiły się problemy z alkoholem.

„Udało się nam namówić te osoby do wyjścia z domu i powrotu do biura. Do pracy zdalnej tylko np. w poniedziałki i piątki, a wtorek, środa, czwartek pracują w biurze. Od razu polepszył się ich stan psychiczny, nastawienie do życia i oczywiście zakończyły się problemy alkoholowe” – wyjaśnia Marek i dodaje, że ostatecznie w firmie, w której pracuje najlepiej przyjął się model pracy hybrydowej, a im więcej osób pojawia się w pracy, tym więcej czasu spędza się na rozmowach. Po tym widać jak ludziom zaczyna brakować kontaktu z drugim człowiekiem.

Ciężko oddzielić życie prywatne od zawodowego

Magdalena Suchowiecka pracuje zdalnie od 6 lat w firmie HR, która rekrutuje w branży motoryzacyjnej. Firma nie ma biura, więc każdy pracuje z domu, na terenie całej Polski.

„Przede wszystkim trudno jest oddzielić życie prywatne od zawodowego. Nawet, jeśli ustalam sobie czas pracy, powiedzmy do 16:00, to i tak często pracuję dłużej, bo nagle coś wypada, kogoś trzeba pilnie umówić na rozmowę w firmie etc. Jako, że czas pracy mam elastyczny, to zdarza się, iż przez pół dnia nie mam nic do zrobienia, a potem spływają kolejne zadania i do wykonania mam dwadzieścia telefonów z informacjami zwrotnymi” – opowiada Magda.

Kobieta dodaje również, że przecież trudno jest odmówić szefowej, która o godzinie 18 pyta, czy „dałabyś radę umówić pana XY do firmy X, bo pani mi właśnie napisała, że chcą jak najszybciej odbyć rozmowę". To daje poczucie, jakby się było cały czas w pracy.

Życia nie ułatwiają też tzw. „domowe rozpraszacze”. Z jednej strony trzeba się skupić na pracy, a z drugiej nagle przypomina się, że przecież można wstawić pranie albo przygotować warzywa do upieczenia. Albo wyskoczyć na chwilę do sklepu, czy apteki.

„Podczas pandemii doszły spotkania na różnych komunikatorach. Wcześniej, raz na jakiś czas, spotykaliśmy się na firmową kawę albo organizowaliśmy wspólny wyjazd. W czasie zarazy życie toczy się na Teamsie, który ma swoje humory, a walka z technologią nie jest moją mocną stroną. Poza tym praca zdalna rozleniwia, można usiąść do niej rano w szlafroku i łypać jednym okiem na monitor, dopóki pierwsza kawa nie ruszy zwojów mózgowych” – śmieje się Magda.

Brak określonych zasad

Agata Brzywczy podkreśla, że w pracy zdalnej bardzo często brakuje ściśle określonych zasad, a jeśli nie wyda się konkretnego polecenia, to pracownicy są przekonani, że nie muszą wykonywać niektórych zadań. Agata wymienia kilka głównych rzeczy, które w pracy zdalnej denerwują ją najbardziej.

„Wyłączona kamera to dla mnie dramat, kompletny brak szacunku, takie gadanie do samego siebie. Rozumiem sytuacje, gdy mamy słabe łącze, ale nie o tym mowa. Nawet nie wiesz czy rozmówca cię słucha. Gdy ta osoba po drugiej stronie jest widoczna, to jestem w stanie określić: zniecierpliwienie, zaciekawienie, czy chce coś dodać albo zapytać itd. A najlepiej, gdy widać taką osobę od pasa w górę. Mogę wtedy określić pozycję ciała, tak jak przy normalnym spotkaniu w biurze. Jestem typem obserwatorki i czerpię feedback z tego co widzę” – tłumaczy Agata.

Okazało się też, że ludzie nie zawsze potrafią korzystać z narzędzi, które otrzymują. To co wcześniej w kilka chwil załatwiało się na firmowym korytarzu, teraz trafia do systemu, a ilość nieprzeczytanych maili zaczyna przytłaczać i to zaczyna zmniejszać efektywność. „Totalnie uwidocznił się nasz brak umiejętności pracy asynchronicznej” – alarmuje kobieta.

Wśród wad wymienia też to, że ludzie…za dużo piszą co może prowadzić do niedomówień i nieporozumień. Pracownicy nie respektują również godzin pracy i dzwonią od rana do nocy.

„Niby słyszą, że dzieci w tle się drą, ale i tak kontynuują, bo oni o tej porze załatwiają sprawy. I to jest kolejny problem. Ciężko jest nam wyjść z pracy, bo nie ustalamy sobie sztywnych godzin, łatwiej jest nam wieczorem włączyć komputer i coś dokończyć przez co szybciej się wypalamy, a nasza praca jest mniej produktywna” – mówi Agata.

Czasem ciężko powiedzieć sobie dość!

Dominika Thompson już od lat pracuje zdalnie prowadząc internetową agencję marketingową. Jak podkreśla, praca online ma swoje zalety i nie zamieniłaby jej na codzienne wizyty w biurze. Są jednak pewne aspekty, które zdecydowanie wymagają dopracowania.

„Moim zdaniem bycie niezależnym od miejsca i strefy czasowej to luksus. Nie ma to jak domowe biuro, wygodny dres i własna kuchnia za drzwiami. Ale czasem ciężko powiedzieć sobie dość i postawić granice pomiędzy życiem prywatnym a służbowym” – mówi Dominika.

Bywają dni, że kobieta zasiada przed komputerem i nagle orientuje się, że już jest 20. Czasem zaczyna pracę w południe, albo robi sobie przerwy w służbowych godzinach. Żeby wszystko było dopięte na ostatni guzik, praca zdalna wymaga samodyscypliny, a nie każdy ma ją wypracowaną. Zwłaszcza jeśli wcześniej do pracy dojeżdżało się codziennie o określonych porach.

„Najbardziej boli brak bezpośredniego kontaktu z drugim człowiekiem. Mam wrażenie, że najbardziej efektywne spotkanie na zoomie to zaledwie połowa z tego, co udałoby się osiągnąć na żywo. Wszyscy potrzebujemy jakiejś formy kontaktu fizycznego. Ma to olbrzymie znaczenie i w przypadku budowania zespołu i relacji z klientem. Dlatego centra konferencyjne mimo pandemii wciąż świetnie prosperują” – podsumowuje Dominika.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polacy posiadają coraz droższe smartfony

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

A
Anna
Ja tam nie mam zastrzeżeń do pracy zdalnej. Rano zjem śniadanie, wypiję kawę, włączę irobota. Potem jak mam chwile to zajmę się obiadem. Kolejny plus to taki że nie trzeba nigdzie wychodzić i wcześniej się zrywać z łożka.
Przejdź na stronę główną Strefa Biznesu
Dodaj ogłoszenie