Nowy ład prawny po wyrokach TSUE: tak teraz o swoje walczą frankowicze. Co proponują banki?

Jerzy Mosoń
Jerzy Mosoń
Banki po orzeczeniach TSUE w sprawie frankowiczów zmieniają strategię. Czy nowe ugody są opłacalne?
Banki po orzeczeniach TSUE w sprawie frankowiczów zmieniają strategię. Czy nowe ugody są opłacalne? 123rf.com/profile_vladispas
Ugoda z bankiem w sprawie kredytu frankowego to alternatywa wobec długiego procesu, i mimo wszystko niepewnego rozstrzygnięcia. Sprawdzamy, czy po wyrokach TSUE warto dać się skusić podmiotowi, który już raz nas oszukał.

Spis treści

Kilka tygodni temu TSUE wydał kolejne orzeczenia stawiające frankowiczów w sytuacji uprzywilejowanej w relacji do banków. Kredytobiorcy, którym kiedyś podsunięto do podpisania wadliwe umowy, mogą teraz z większym spokojem oczekiwać ich unieważnienia, a nawet wynagrodzenia za bezprawne dysponowanie wpłaconym kapitałem. Walka w sądzie oznacza jednak koszty i czas. Nie każdy jest na to gotowy. Może zatem warto ugodzić się z bankiem? Porozmawialiśmy z frankowiczami i poprosiliśmy o wsparcię specjalistkę, która szczyci się wygraniem 100 proc. postępowań przeciw bankom w sprawach o kredyty walutowe. Oto jak jest.

Banki bardziej skore do układania się. Za jaką cenę?

Każda umowa kredytowa jest inna, toteż nie ma jednego wzorca postępowania. Przytaczamy zatem najbardziej klasyczny kazus:
Elżbieta (prawdziwe imię i nazwisko do wiadomości redakcji) jeszcze przed wyrokami TSUE, zaczęła otrzymywać propozycje prozumienia się z bankiem, u którego pożyczyła pieniądze na mieszkanie. Zdaniem jej doradców finansowych 300 000 PLN kredytu już dawno spłaciła, tymczasem bank wciąż domaga się kolejnych rat. Na zgodę zaproponował jednak jednorazową wpłatę 160 000 PLN. Po orzeczeniach TSUE oczekiwania banku zaczęły topnieć, a pani Elżbieta usłyszała od swoich doradców, że to nie ona jest winna bankowi, a ten jej, i to łącznie 80 000 PLN.

Cienie spierania się z bankiem. To i tak warto doprowadzić do końca

Kłopot w tym, że zważywszy na przewlekłość postępowań sądowych nasza bohaterka musi liczyć się z kilkuletnim postępowaniem. Będzie musiała zapłacić kancelarii prawnej, a że wybrała renomowaną firmę, to będzie to wydatek rzędu 20-30 tys. zł. Sporo, ale jeśli sprawa skończy się pełnym sukcesem to koszty jej reprezentowania również zapłaci bank. Jeśli... I to jest kluczowa sprawa, bo pomino orzeczeń TSUE nie ma pewności, że miejscowy sąd przyzna rację osobie, która uważa się za pokrzywdzoną. Pani Elżbieta rozważa zatem negocjacje z bankiem? Jej prawnicy twierdzą, że tak czy inaczej chcą wyczerpać pełną drogę przedsądową, po to, by w sytuacji ewentualnego procesu ich klientka mogła udowodnić swoją dobrą wolę. Czy ma to sens?

Jeden z banków (nazwa do wiadomości redakcji), dotychczas dość agresywny wobec frankowiczów i mający słabe propozycje ugodowe, zaproponował po orzeczeniach TSUE, ugody na warunkach Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) – opisuje sytuację mec. Iwona Rzucidło. Bank ten ma ogromny portfel klientów frankowych, ale jego nowe propozycje są wciąż słabe w porównaniu z tym\, co frankowicz może otrzymać po wyroku sądowym – dodaje ekspertka.

Nieuczciwe podmioty przegrywają masowo procesy z klientami

Jak przypomina radca prawny, banki masowo przegrywają w sądach z frankowiczami. Z tego właśnie powodu KNF nakazała im zawierać ugody, a same banki także zaczęły upatrywać w tym szansę na zminimalizowanie skutków przegranych z kredytobiorcami. Zdaniem pani mecenas ugody są jednak niekorzystne.

– Dla niektórych to znowu nabicie w butelkę, jak w kredytach frankowych. Niektórzy frankowicze chcą wycofać się z podpisanych ugód, ale jest to bardzo utrudnione – ostrzega mec. Rzucidło.

Chodzi zwłaszcza o tych, którzy wzięli ugody zmieniające kredyt na ten w PLN, po WIBOR-ze jeszcze zanim stopy procentowe wzrosły i nadal mają coś do spłaty bankowi. Myśleli, że zmniejszają sobie ratę kredytu, a gdy WIBOR wzrósł, to znów mieli ratę dwukrotnie wyższą. Wpadli z deszczu pod rynnę – wyjaśnia ekspertka.

Kazus typowego klienta frankowego – wyliczenie

Przy dość typowym kredycie na ponad 500 000 PLN, wziętym na 35 lat, z dotychczasową spłatą na poziomie około 300 000 PLN, kredytobiorca, aby dziś zamknąć kredyt na aktualnych warunkach (bez walki o swoje z bankiem) musi zapłacić łącznie od początku kredytowania ponad 1 000 000 PLN – wskazuje radca prawny Iwona Rzucidło. Jak mówi dalej: w przypadku stwierdzenia przez sąd nieważności umowy kredytu kredytobiorca płaci bankowi tylko 500 000 PLN, a więc sam kapitał kredytu (musi wobec tego dopłacić 200 000 PLN zamiast 700 000 PLN, które byłby zobowiązany uiścić względem banku w przypadku pozostawienia kredytu w takiej postaci, w jakiej go zaciągnął – skoro już spłacił te 300 000 PLN).

Zysk frankowicza w opisanym wariancie to 500 000,00 PLN, tylko na ratach kredytu, nie mówiąc o dodatkowych kwotach – wskazuje pani mecenas. Spłata ta osiąga tylko wysokość kapitału kredytu, nie zaś możliwe pobrane przez bank opłaty okołokredytowe, takie jak prowizja za udzielenie kredytu, ubezpieczenie niskiego wkładu własnego lub tzw. ubezpieczenie pomostowe, pobierane od podpisania umowy do czasu przedstawienia bankowi księgi wieczystej z prawomocnym wpisem hipoteki na rzecz banku. Kredytobiorca nie musiał ich płacić, tylko w związku ze stwierdzeniem nieważności umowy, a więc odzyskuje te środki od banku – wyjaśnia mec. Rzucidło. Nie płaci przede wszystkim odsetek, bo skoro umowa kredytu jest nieważnie zawarta, to nie ma podstaw do pobrania odsetek – korzysta więc z kredytu przez minimum kilkanaście lat za darmo.

Jak wygląda odfrankowienie kredytu?

W przypadku tzw. odfrankowienia kredytu przez sąd kredytobiorca ma na dziś do spłaty bankowi około 280 000 PLN, przy zaliczeniu nadpłat wynikających z przeliczenia kredytu na czysto złotówkowy – wyjaśnia mec. Rzucidło. Podobnie jak w przypadku stwierdzenia nieważności umowy kredytu, także w tym wariancie orzeczenia sądu, możliwe jest dodatkowe pomniejszenie tej kwoty o opłaty okołokredytowe pobrane nienależnie przez bank, choć nie tak szeroko rozumiane jak przy wariancie stwierdzenia nieważności – ograniczają się one do tych, których konstrukcje zostały uznane za nieuczciwe (abuzywne), jak tzw. ubezpieczenie pomostowe i ubezpieczenie niskiego wkładu własnego – opisuje specjalistka.

Ugoda zawarta na warunkach nadzoru finansowego

Gdyby kredytobiorca zawarł natomiast ugodę na warunkach KNF (jakie proponują np. PKO BP S.A. i ING Bank Śląski S.A.), jego nadpłaty względem kredytu w PLN byłyby w wysokości ujemnej (minus ok. 70 000 PLN) – mówi mec. Rzucidło. Oznacza to, że do całkowitej spłaty kredytu na dziś potrzebowałby około 500 000 PLN. Różnicę finansową widać zatem na pierwszy rzut oka. W wariancie najkorzystniejszym kredytobiorca płaci bankowi jeszcze 200 000 PLN, zaś w wyniku zawarcia ugody płaci ok. 500 000 PLN. To 2,5 razy więcej do spłaty.

Klient banku w takiej sytuacji może zyskać pięciokrotnie

Mecenas Rzucidło podkreśla, że na stwierdzeniu przez sąd nieważności umowy kredytu (aktualnie zdecydowanie najczęściej zasądzanym rozstrzygnięciu sądu) kredytobiorca zyskuje aż pięciokrotnie. Nie tylko nie musi spłacać bankowi rat przewyższających kapitał kredytu, ale i odzyskuje to, co ponad ten kapitał zapłacił. Dodatkowo – jak zaznacza pani mecenas – odzyskuje całość opłat okołokredytowych. Obok tego, jeżeli część spłat dokonywana była w walucie obcej, to odzyskuje kwoty w PLN oraz kwoty pobrane przez bank w CHF (EUR czy USD) – po kursie z czasu wydania wyroku przez sąd i rozliczenia się banku z kredytobiorcą, a więc z niezwykle dużym prawdopodobieństwem prawie dwukrotnie wyższym niż kurs z dnia podpisania umowy kredytu i, w okresach niższego kursu waluty obcej, także niż kurs spłaty rat kredytu – wylicza mec. Rzucidło.

– Ostatnią, bardzo miłą korzyścią jest zasądzenie przez sąd odsetek ustawowych za opóźnienie, w wysokości przeciętnie od 20 000 PLN do 70 000 PLN za każdy rok trwania procesu aż do prawomocnego wyroku i rozliczenia z bankiem (o ile roszczenie zostanie odpowiednio „zabezpieczone” w tym zakresie przez pełnomocnika kredytobiorcy). Żadnej w tych pięciu korzyści nie przewiduje konstrukcja warunków ugodowych KNF – podkreśla mec. Iwona Rzucidło.

Problemy tych, którzy otrzymują propozycje ugód

Zapytana przez SB mec. Rzucidło o to, jak po orzeczeniach TSUE wygląda obraz relacji między bankami a ich klientami, mówi teraz banki zaczynają masowo wysyłać do klientów propozycje ugodowe. Ludzie nie wiedzą jednak jak je rozumieć, na co zwrócić uwagę, aby nie dać się bankowi zwieść ponownie. Kredytobiorcy dostają plik dokumentów na kilkadziesiąt stron, nie umieją tego przeanalizować, nie wiedzą do końca z czym wiąże się ugoda. Przychodzą do kancelarii, aby doradzić im co mają zrobić, przeliczyć czy propozycja ugodowa jest korzystna i czy bank nie próbuje ich ponownie oszukać.
– Od wyroku TSUE z 15 czerwca br. na razie minęło zbyt mało czasu, aby dostrzec wyraźne tendencje banków co do oferowania ugód. Aktualnie niewiele się zmieniło – zapewnia pani mecenas.

Czy zatem ugoda z bankiem to dobry pomysł?

– Nie polecam zawarcia ugody z bankiem absolutnej większości moich klientów – ucina krótko mec. Rzucidło. I jak dodaje: po pierwsze, ugoda daje tylko ułamek tego, co stwierdzenie nieważności umowy kredytu przez sąd, nawet po odjęciu wszystkich kosztów prowadzenia sprawy z bankiem. Przy kredycie na 500 tysięcy złotych zysk kredytobiorcy to wszystko to, co spłacone ponad kapitał kredytu, w tym opłaty okołokredytowe (prowizja, ubezpieczenia) + odsetki ustawowe za opóźnienie. To znaczy, że kredyt na pół miliona złotych kosztuje kredytobiorcę mniej niż te 0,5 mln. To naturalna konsekwencja oferowania klientom niezgodnych z prawem umów. Przy ugodzie w takim kredycie klient zmniejsza swoje zadłużenie o kilkadziesiąt do około stu kilkudziesięciu tysięcy PLN. To ogromna różnica! – podsumowuje ekspertka.
Przy kredycie na ponad 500 000 PLN, wziętym na 30 lat, z dotychczasową spłatą na poziomie ok. 400 000 PLN, kredytobiorca, aby dziś zamknąć kredyt na aktualnych warunkach, musi zapłacić łącznie od początku kredytowania ponad 1 000 000 PLN – wylicza specjalistka.

Co oddaje bankowi jego klient, jeśli sąd uzna umowę kredytu za nieważną

W przypadku stwierdzenia przez sąd nieważności umowy kredytu kredytobiorca płaci bankowi tylko 500 000 PLN, a więc sam kapitał kredytu (musi wobec tego dopłacić 100 000 PLN zamiast 600 000 PLN, które byłby zobowiązany uiścić względem banku w przypadku pozostawienia kredytu w takiej postaci, w jakiej go zaciągnął – podkreśla mec. Rzucidło.
W przypadku tzw. odfrankowienia kredytu przez sąd kredytobiorca ma na dziś do spłaty bankowi ok. 120 000 PLN, przy zaliczeniu nadpłat wynikających z przeliczenia kredytu na czysto złotówkowy – dodaje.

Ile trzeba dopłacić bankowi, zgodnie z najlepszym wariantem ugody?

Gdyby kredytobiorca zawarł natomiast ugodę na najkorzystniejszych aktualnie warunkach KNF i PKO BP, jego nadpłaty względem kredytu w PLN byłyby w wysokości ujemnej (minus ok. 50 000 PLN). Oznacza to, że do całkowitej spłaty kredytu na dziś potrzebowałby ok. 400 000 PLN. Różnicę finansową widać zatem na pierwszy rzut oka. W wariancie najkorzystniejszym kredytobiorca płaci bankowi jeszcze 100 000 PLN, zaś w wyniku zawarcia ugody płaci ok. 400 000 PLN. To aż cztery razy więcej do spłaty - alarmuje specjalistka.

Czy po ugodzie trzeba będzie zapłacić podatek od zysku?

Ekspertka podkreśla jednocześnie, że nie wszyscy kredytobiorcy mogą skorzystać ze zwolnienia z podatku od zysku z ugody – czyli od kwoty umorzonej przez bank. Może się okazać, że po ugodzie trzeba będzie zapłacić od niej podatek, a w konsekwencji będzie ona jeszcze mniej opłacalna. Warto skonsultować się w tej sprawie z doradcą podatkowym.

Co stanie się z pozostałą częścią długu, po zawartym porozumieniu?

Mec. Rzucidło zauważa, że jeśli pomimo zawarcia ugody kredytobiorcy pozostało coś do spłaty, to kredyt stanie się kredytem z oprocentowaniem WIBOR + marża banku (oprocentowanie stałe, czyli tylko marża banku; opłaca się jeszcze mniej). WIBOR jest bardzo wysoki i aktualnie zdaniem ekspertki jego zmiana jest generalnie nie do przewidzenia. – Może się zatem okazać, że kredytobiorca będzie miał do spłaty więcej niż zakładał, podpisując ugodę.
Co więcej, po zawarciu ugody bank przeliczy kredyt tylko do wysokości pozostałej spłaty. Jedynie sąd przelicza całość od początku kredytowania. A w najlepszym wariancie tj. unieważnieniu – tłumaczy specjalistka daje frankowiczowi o wiele więcej.

Negocjacje z bankiem nie dla każdego. Skorzystają wybrani

Jak podsumowuje mec. Rzucidło ugoda nie jest dobrym rozwiązaniem. Jest akceptowalna tylko przez tych, którym zależy na bardzo szybkim pozbyciu się kredytu. Wybranie takiej drogi będzie odpowiadać również tym, którzy mają dużą nadpłatę, nawet po niekorzystnym przeliczeniu kredytu na warunkach ugodowych albo zwyczajnie stać ich na podarowanie bankowi kilkudziesięciu lub kilkuset tysięcy złotych. Prawdopodobnie jednak, mimo wszystko część osób skorzysta z propozycji banków. W kolejnym artykule, który ukaże się jutro na łamach Strefy Biznesu opiszemy, w jaki sposób przygotować się do takich negocjacji.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Strefa Biznesu: Kiedy w Polsce czterodniowy tydzień pracy?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na strefabiznesu.pl Strefa Biznesu