Rozbudzanie miłości do wikliny. Rozmowa z Katarzyną Nejman, współwłaścicielką firmy Siostry Plotą

Fundacja Sukcesu Pisanego Szminką
Katarzyna Nejman
Katarzyna Nejman Fundacja Sukcesu Pisanego Szminką
Udostępnij:
Wikliniarstwo w Polsce przez 500 lat działało prężnie, jednak ostatnio to rzemiosło wymiera - a szkoda, bo produkty z wikliny są piękne i ekologiczne. O łączeniu aktorstwa z prowadzeniem firmy, przeszłości i teraźniejszości polskiego wikliniarstwa, terapeutycznej roli wyplatania i rozbudzaniu miłości do wikliny rozmawiamy ze współwłaścicielką firmy Siostry Plotą Katarzyną Nejman, laureatką 13. edycji konkursu Bizneswoman Roku w kategorii Mikrobiznes.

Prowadzenie biznesu - sklepu wyrobami z wikliny - łączysz z aktorstwem. To raczej nietypowe połączenie. Jak Ci się udaje pogodzić tak różne zawody?

To rzeczywiście dość nietypowe połączenie. Wspólnym mianownikiem tych dziedzin jest moja ogromna miłość do każdej z nich i to pozwala im współgrać. Mogę nawet śmiało powiedzieć, że w moim przypadku jedno wzmacnia drugie. Czasami tylko doba za szybko się kończy… W aktorstwie brakowało mi poczucia sprawczości. Stres i napięcie związane z kolejnymi przesłuchaniami, na których oddajesz swoją wrażliwość, ciało, a i nierzadko kawałek swojej historii pod (często bardzo brutalną) ocenę innych, od której zależy to, czy będziesz miała pracę, czy będziesz miała za co żyć i czy będziesz spełniała swoje marzenia, powoli zabijały moją radość i miłość do tego zawodu.

Dzięki plecionkarstwu i prowadzeniu własnej firmy odkryłam na nowo, że można wyrażać się twórczo na wiele sposobów i że życie jest pełne możliwości i dróg do spełnienia. Dodatkowo poczułam moc sprawczości. Oczywiście nie zmuszę nikogo, by odwiedził nasz sklep czy pracownię, ale mam duże pole do działania i bardzo to cenię. A z pragmatycznego punktu widzenia, to ogromnym wsparciem w tym temacie jest moja rodzina, która na co dzień pomaga mi wydłużyć dobę i być w kilku miejscach naraz.

Sklep przejęłyście z siostrą od dziadka, który prowadził go przez blisko 30 lat. Czy dziadek nadal was wspiera swoją wiedzą i doświadczeniem? Podoba mu się kierunek, w którym rozwijacie jego biznes?

Niewątpliwie fundamenty, na których stoimy, wybudował nasz dziadek Sylwester. Taki start to wielki przywilej i przyjemność. Dziadek, jest osobą bardzo wyrazistą, ekspresyjną i lubiącą zarządzać. Przejęcie przez nas sklepu to był proces. Najpierw zapadła decyzja o zamknięciu zakładu dziadka i gdy pomagałam mu podczas finalnej wyprzedaży, gdy zaczęło do mnie dochodzić, że to naprawdę koniec pewnej historii i tradycji, zaczęła się też we mnie rozpalać, a właściwie to rozniecać, obecna od dziecka miłość do wikliny, do plecionkarstwa, do kontaktu z klientem. Dziadek chyba tę miłość też zobaczył i jej zaufał.

Muszę przyznać, że pewnym niedowierzaniem i ogromną wdzięcznością napawa mnie to, jak oddał w nasze ręce swoje dziecko. Oczywiście odwiedza nas bardzo często, jest cały czas na bieżąco z nowościami i wydarzeniami firmy. Dostajemy od niego mnóstwo wsparcia, a podczas rozmów możemy zaobserwować łzy wzruszenia i wyraz dumy na jego twarzy.

Nie tylko prowadzicie sklep, ale również organizujecie warsztaty. Wasza oferta cieszy się dużym zainteresowaniem? Retro i ekologia są teraz w modzie, a wiklina wpisuje się w oba te trendy.

Często się śmieję, że nasza firma to nie tylko ja i Ania, ale wszyscy nasi klienci, odbiorcy, cała nasza społeczność. Dużo z tych działań, które obecnie mamy w ofercie, pojawiło się właśnie na prośbę i z inspiracji osób, które chcą razem z nami tworzyć to miejsce. Dzięki temu odpowiadamy bezpośrednio na potrzeby i chęci zainteresowanych. Wiklina akurat rzeczywiście wpisuje się idealnie w trendy ekologiczne, boho, retro, co niewątpliwie pomaga nam w prowadzeniu firmy.

Osobiście staram się też poszerzając świadomość klientów, bo niestety często produkty dostępne na rynku tylko udają, że są zerowaste, faritrade i dobre dla środowiska, ale to już osobny temat na inną rozmowę. Plecionkarstwo w Polsce miało się świetnie przez dobre 500 lat, niestety obecnie jako rzemiosło przeżywa dość trudne chwile. Wierzę jednak, że jest to coś więcej niż chwilowy trend i naszym wspólnym działaniem uda się utrzymać go przy życiu.

To też jedna z najważniejszych misji naszej działalności. Mamy nadzieję, że stale będziemy powiększać grupę miłośników plecionkarstwa i dzięki temu będziemy też mogły rozwijać naszą firmę i poszerzać nasze działania. Mamy głowy pełne pomysłów, celów i marzeń.

Gdzie się zaopatrujecie? Czy w Polsce działa jeszcze wielu rzemieślników wyplatających produkty z wikliny? Czy to wymierający zawód?

O, po części na to pytanie odpowiedziałam w poprzednim. Współpracujemy obecnie z rzemieślnikami w całym kraju i mamy nadzieję, że ta liczba będzie się stale powiększać, jednak jest to zdecydowanie wymierający zawód. Przez 20 lat kształcenie zawodowe w tym zakresie zostało w Polsce wstrzymane, a wróciło dopiero od 7 lat w formie szkół zawodowych. Można więc powiedzieć, że straciliśmy całe pokolenie rzemieślników. Dodatkowo był to przez lata zawód bardzo słabo opłacany, co nie zachęcało do podjęcia trudów nauczenia się go.

Jesteśmy obecnie w takim dość historycznym momencie i to od nas zależy czy to rzemiosło w Polsce przetrwa. Na pewno w ciągu najbliższych 10 lat czekają nas systemowo w tym temacie duże zmiany. Myślę, że z łatwo dostępnych i stosunkowo tanich produktów, plecionkarskie rękodzieło stanie się dobrem luksusowym.

A umiesz sama wyplatać? Sprzedajecie też własne wyroby?

Oczywiście. Przejmując sklep dziadka podjęłyśmy decyzję, że chcemy zrobić to na 100%. Wiedziałyśmy, że chcemy nie tylko zachować naszą rodzinną firmę, ale też, a może przede wszystkim, polską tradycję plecionkarską. To naturalne więc, że same musimy dobrze poznać to rzemiosło i nauczyć się go. Zapragnęłyśmy stać się ekspertkami w tej dziedzinie, żeby móc profesjonalnie rozkochiwać w nim jak największą liczbę osób. W zeszłym roku ja, moja siostra i nasz tata (którego namówiłyśmy) skończyliśmy szkołę zawodową, oficjalnie jesteśmy więc Koszykarzami-Plecionkarzami.

Kolejnym krokiem jest egzamin czeladniczy, a następnie mistrzowski - to jeszcze przed nami. Cały czas się uczymy Są też sploty i wzory, które stają się historyczne, ponieważ umierają ostatni mistrzowie, którzy jeszcze potrafią je wykonać. Staramy się docierać do takich osób, jak najwięcej od nich czerpać i doceniać ich pracę. Warto też powiedzieć, że wyplatanie może być niesamowicie relaksacyjnym, wręcz medytacyjnym zajęciem.

Z pewnością stało się takie dla naszego taty, dzięki czemu spora ilość wzorów i splotów w sklepie jest właśnie jego autorstwa - tacki, kosze na koce, lampki nocne czy ozdoby świąteczne. Bardzo lubimy lampy i często działamy w tym temacie. To zazwyczaj indywidualne zamówienia, wymagające kreatywności. To sprawia ogromną satysfakcję. Mamy też kilka własnych wzorów, których wytwarzaniem zajmujemy się osobiście lub we współpracach.

Jakie są Twoje plany na przyszłość?

O rany, planów jest dużo! Marzy mi się stworzenie całej szkoły plecionkarskiej, ale to plan na następne 10 lat. W krótszej perspektywie chciałabym rozwijać firmę, zatrudniać pracowników, dawać pracę plecionkarzom, doceniając ich pracę. Chciałabym stworzyć więcej autorskich wzorów, linii produktów. Zawsze bardzo mnie cieszą współprace z architektami, które pozwalają wprowadzać wiklinę do nowoczesnych wnętrz i mam nadzieję, że w przyszłości będzie ich więcej.

Dużą energię wkładamy też w działania warsztatowe i je też z pewnością będziemy rozwijać. Tak jak wcześniej wspomniałam, wyplatanie jest cudownym sposobem na wyciszenie się, odnajdowanie i słuchanie siebie, dlatego mamy w planach ruszenie z grupą arteterapeutyczną, a że moja siostra Ania z zawodu jest również areterapeutką, mam nadzieję, że to bardzo niedaleka przyszłość. Chcę docierać do coraz większej grupy osób, zarażając ich miłością do plecionkarstwa. W tym celu mam też pewne plany i pomysły związane z social mediami i mediami, ale na razie jeszcze nie zdradzę więcej.

Muszę też przyznać, że przy prowadzeniu tej firmy mam w sobie ogromną otwartość na to co przynosi rzeczywistość, los, życie, lubię za tym podążać i się w to wsłuchiwać. No i wiele też zależy od potrzeb naszej społeczności, z inspiracji której też często otwieramy się na nowe. Jedynym zdaniem - jest co robić.

***
Katarzyna Nejman – właścicielka Siostry Plotą. Wraz ze swoją siostrą postanowiła uratować lokalny sklep z produktami z wikliny, który ich dziadek prowadził przez 30 lat, i rozkochać ludzi w rękodziele, które powoli w Polsce wymiera. W trudnych czasach pandemii rozwinęły rodzinny biznes w duchu zero waste, kultywując polskie tradycje rzemieślnicze i zdobywając nowych klientów. Katarzyna Nejman jest laureatką 13. edycji konkursu Bizneswoman Roku w kategorii Mikrobiznes.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polacy posiadają coraz droższe smartfony

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Strefa Biznesu
Dodaj ogłoszenie