Bankrutuje prywatnie coraz więcej Polaków. Co trzeba wiedzieć o upadłości konsumenckiej i jakie są sygnały ostrzegające przed zagrożeniem

Zbigniew Biskupski
Zbigniew Biskupski
Największe nieopłacone sumy pozostawili po sobie upadli konsumenci z województw: śląskiego (35,3 mln zł), mazowieckiego (25,1 mln zł), dolnośląskiego (20,2 mln zł) i kujawsko-pomorskiego (19,6 mln zł). Najniższe kwoty do oddania mieli natomiast bankruci ze Świętokrzyskiego (4,4 mln zł) oraz Lubuskiego i Podlasia (po 4,8 mln zł).
Największe nieopłacone sumy pozostawili po sobie upadli konsumenci z województw: śląskiego (35,3 mln zł), mazowieckiego (25,1 mln zł), dolnośląskiego (20,2 mln zł) i kujawsko-pomorskiego (19,6 mln zł). Najniższe kwoty do oddania mieli natomiast bankruci ze Świętokrzyskiego (4,4 mln zł) oraz Lubuskiego i Podlasia (po 4,8 mln zł). Mariusz Kapała / Polska Press
Więcej niż co drugi upadły konsument widniał w Krajowym Rejestrze Długów na dwa lata wstecz, a wytrawni analitycy są w stanie wytypować przyszłego bankruta już na cztery lata wcześniej. Pożyczanie na coraz gorszych warunkach na niespłacalne długi to wciąż domena wielu Polaków, nawet jeśli wiedzą oni to i owo o tym, jak działa spirala zadłużenia. W dniu ogłoszenia niewypłacalności ten odsetek wzrastał do 64%, a skala zaległości do 205,8 mln zł. Średnio każdy z bankrutów miał do oddania 43 840 zł.

Spis treści

W I półroczu 2022 r. zbankrutowało 7339 konsumentów - pokazują dane Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej. W przypadku większości, bo 4694 z nich, problemy finansowe były widoczne na długo przed oficjalną upadłością.

Więcej niż co drugi upadły konsument widniał w Krajowym Rejestrze Długów na 2 lata wstecz. W dniu ogłoszenia niewypłacalności ten odsetek wzrastał do 64%, a skala zaległości do 205,8 mln zł. Średnio każdy z bankrutów miał do oddania 43 840 zł.

Prywatna upadłość: kłopoty bankrutów widać już kilka lat wcześniej

Liczba upadłości konsumenckich w porównaniu z I połową 2021 r. spadła o 19%. To jednak tylko krótkotrwałe zahamowanie trendu, bo w związku z inflacją i kłopotami ze spłatą kredytów hipotecznych rok 2022 może być rekordowy. Tak samo jak w poprzednich latach, większość bankrutów była notowana za długi w momencie ogłoszenia niewypłacalności. Ponad połowa (52%) widniała wtedy w KRD już przynajmniej od dwóch lat.

Im bliżej dnia upadłości, tym ten odsetek rósł. Rok wcześniej swoim wierzycielom nie płaciło 56% przyszłych bankrutów, a pół roku przed - 59%. W skali 3 miesięcy poziom ten sięgał 61%, a w dniu jego orzeczenia 64%.

– Większość dłużników, którzy popadają w kłopoty, nadal aktywnie zaciąga kolejne zobowiązania. Jak widać na przykładzie tych bankrutów, którzy wcześniej byli notowani w KRD, robią to do ostatniej chwili przed ogłoszeniem upadłości. Informacja o ich problemach z płatnościami jest dostępna, jednak nie wszyscy z niej korzystają - komentuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

- Brak weryfikacji to kłopot nie tylko dla wierzyciela, który będzie szczęśliwy, jak uda mu się odzyskać choć część należności. To także powiększanie problemów dłużnika. Ogłoszenie upadłości nie anuluje długu, umorzenie obejmuje tylko jego część. Ale majątek dłużnika idzie na licytację, a jeśli to za mało, aby uregulować jego zaległości, to sąd może nakazać bankrutowi, aby spłacał brakującą kwotę nawet przez kolejne siedem lat. Gdyby przerwać to zadłużanie się wcześniej, to dłużnik szybciej stanąłby na nogi – zwraca uwagę Adam Łącki.

Profil upadłego dłużnika

Prawie 4,7 tys. dłużników, wobec których sądy ogłosiły upadłość w I półroczu br., nazbierało zaległości na prawie 205,8 mln zł. Wśród bankrutów liczebnie nie przeważała wyraźnie żadna z płci. Mężczyźni wygenerowali jednak znacznie wyższe zaległości, sięgające 118,4 mln zł, podczas gdy kobiety 87,3 mln zł.

Problem niewypłacalności najczęściej dotyka mieszkańców miast. Pod względem wysokości łącznego zadłużenia dominują miejscowości o liczbie mieszkańców od 20 do 50 tys. osób. Ci mieszkańcy-bankruci są winni 46,5 mln zł. Metropolie zamieszkałe przez ponad 300 tys. osób znalazły się na drugim miejscu z 38,8 mln zł zaległości.

Największe nieopłacone sumy pozostawili po sobie upadli konsumenci z województw:

  • śląskiego (35,3 mln zł),
  • mazowieckiego (25,1 mln zł),
  • dolnośląskiego (20,2 mln zł),
  • kujawsko-pomorskiego (19,6 mln zł).

Najniższe kwoty do oddania mieli natomiast bankruci z Świętokrzyskiego (4,4 mln zł) oraz Lubuskiego i Podlasia (po 4,8 mln zł).

– Najczęściej niewypłacalność ogłaszali dłużnicy mający od 36. do 45. lat. W I półroczu 2022 roku było ich 1307 i zostawili po sobie długi na 60,8 mln zł. To również grupa wiekowa najmocniej obciążona różnymi zobowiązaniami finansowymi, jak kredyty czy pożyczki - mówi Jakub Kostecki, prezes Zarządu Kaczmarski Inkasso.

- Duże zobowiązania, obciążenia i wydatki powodują, że nie zawsze są w stanie poradzić sobie potem z ich spłatą. A jak wiadomo, tonący brzytwy się chwyta - branie kolejnych pożyczek czy po prostu niepłacenie swoich zobowiązań może sprawić, że taka osoba zapędzi się w finansową ślepą uliczkę. Znacznie lepszym rozwiązaniem jest próba zawarcia porozumienia z wierzycielami, gdy tylko zaczną się kłopoty, a nie dopiero wtedy, gdy wysokość długów przekroczy wartość majątku. W przypadku multidłużników często prowadzimy takie negocjacje między nimi a wierzycielami starając się doprowadzić do porozumienia satysfakcjonującego dla obu stron – dodaje Jakub Kostecki.

Dużą grupę bankrutów-dłużników stanowią także osoby w wieku 26-35 lat (904) oraz 46-55 lat (979), przy czym ci starsi mają drugie najwyższe po 36-45-latkach zaległości - na 49 mln zł.

205,8 mln zł do odzyskania w ciągu siedmiu a nie trzech lat

Ekspert KRD przypomina też, że od 2020 r. czas na rozliczenie się z wierzycielami został wydłużony z 3 do 7 lat. W mocy pozostały natomiast zapisy, mówiące o tym, że niektóre zobowiązania nie mogą zostać umorzone. Są to zaległości z tytułu alimentów czy naprawienia szkody wynikającej z przestępstwa lub wykroczenia.

Najwięcej od upadłych konsumentów, bo 129,6 mln zł, do odzyskania mają firmy windykacyjne i fundusze sekurytyzacyjne. To podmioty specjalizujące się w odzyskiwaniu należności i skupują w tym celu długi od innych. Kolejne 60,48 mln zł długów przypada w udziale instytucjom finansowym, przede wszystkim bankom. Spore są również zaległości alimentacyjne (4 mln zł), za czynsz, prąd, wodę, gaz – 2,52 mln zł, wobec telekomów i dostawców Internetu i telewizji (1,8 mln zł). 856 tys. zł to niezapłacone grzywny i opłaty sądowe.

Inflacja zmniejsza szanse na uniknięcie prywatnego bankructwa

Liczba bankructw w I połowie 2022 r. wyraźnie spadła w porównaniu do poprzednich półroczy, jednak nie oznacza to, że sytuacja finansowa Polaków uległa nagłej poprawie. W 2020 r. zmieniły się przepisy ułatwiając proces ogłaszania upadłości, co spowodowało ich rekordowy przyrost. Jednocześnie wybuchła pandemia i wiele osób znalazło się w trudnej sytuacji finansowej. Połączenie tych dwóch impulsów miało długofalowe skutki, które były widoczne w dużej liczbie bankructw w 2020 i 2021 r. Najnowsze dane COIG za I półrocze br. mogą wskazywać, że obecnie ich znaczenie zaczyna maleć.

Na horyzoncie pojawiają się jednak nowe zagrożenia dla wypłacalności Polaków. Wzrosły raty kredytów hipotecznych, podobnie jak i ceny usług i produktów. Jak pokazują wyniki badania Deloittle „Global State of the Consumer Tracker”, przeprowadzonego pod koniec czerwca br., blisko połowa (48%) rodaków martwi się, czy uda im się bezproblemowo uregulować przyszłe płatności. Większość, bo 84% konsumentów w Polsce, obawia się też wpływu inflacji na swoją sytuację finansową. Wiele osób może mieć trudności z poradzeniem sobie z podwyżkami, szczególnie, jeśli zmaga się z zadłużeniem.

– Ogłoszenie upadłości przez sąd to finał kłopotów finansowych, które zaczęły się kilkanaście miesięcy bądź nawet kilka lat wcześniej. To, w jakim tempie długi narastają, zależy od wielu czynników, także od tego, jaka jest koniunktura gospodarcza. Spadek liczby upadłości w I półroczu tego roku nie powinien w żaden sposób uspokajać, że nie jest tak źle. Efekt zderzenia z drożyzną, rosnącymi odsetkami od kredytów czy cenami energii poznamy za rok, dwa lata – komentuje Adam Łącki.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Strefa Biznesu - Sytuacja na rynku pracy w 2023 roku

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
nie każdy może ogłosic upadłosć więszkosc spłaca długi. ja też, ale mam o tyle szczęście że moją windykacją zajmuje sie kruk a oni idą na rekę i wiedzą że to się może zdarzyc każdemu
Wróć na strefabiznesu.pl Strefa Biznesu
Dodaj ogłoszenie