Bezpieczeństwo na plażach jest zagrożone? W kurortach wciąż brakuje ratowników

Część kąpielisk jest obsadzona w 50-70 procentach, ale są takie,  gdzie obsada jest pełna.
Część kąpielisk jest obsadzona w 50-70 procentach, ale są takie, gdzie obsada jest pełna. archiwum
Brakuje ratowników wodnych w nadmorskich kurortach. Powód? Jest ich mało i wybierają lepiej płatne zajęcia. Coraz częściej ratownicy „uciekają” z samorządowych kąpielisk do hoteli, pensjonatów i SPA.

Sytuacja z ubiegłego roku powtarza się: brakuje ratowników wodnych gotowych do rozpoczęcia pracy w sezonie letnim. Obecnie mniej osób kończy kursy ratownicze, a ośrodki SPA oraz hotele proponują lepsze wynagrodzenie niż miejskie i gminne kąpieliska strzeżone.

- Rekrutacja ratowników startuje zwykle późną wiosną - mówi Anna Sudolska, ekspert rynku pracy z Idea HR Group.

- Największy problem jest ze znalezieniem ochotników do pracy na plażach oraz na kąpieliskach strzeżonych. Praca jest tam ciężka i odpowiedzialna, a wynagrodzenie relatywnie niskie.

- Rocznie szkolimy na ratowników różnego stopnia około 100 osób - mówi Jacek Kleczaj, prezes Szczecińskiego Wodnego Pogotowia Ratunkowego.

- Ale tylko dlatego, że rekrutację prowadzimy przez cały rok, a nie tylko przed wakacjami - podkreśla. I dodaje od razu, że zaledwie dziesięć procent z przeszkolonych młodych ludzi pozostaje w zawodzie. Reszta traktuje ratowniczą profesję jako dodatkowe zajęcie.

To praca sezonowa

Praca ratownika to z jednej strony zajęcie sezonowe, a z drugiej duża odpowiedzialność. Znalezienie odpowiedniej liczby chętnych jest co roku wielkim wyzwaniem dla WOPR oraz dla samorządów, które są odpowiedzialne za kąpieliska.

- W tym roku będzie jeszcze trudniej ich znaleźć. Powodów jest kilka. Ratowników jest mniej. To nie jest zawód, który uprawia się przez 12 miesięcy w roku - tłumaczy Sudolska.

- Jeżeli więc pensja nie jest atrakcyjna, nie są pracą zainteresowani. Podczas rekrutacji jeden z ratowników przyznał, że pracuje jako kurier, bo może zarobić kilka razy więcej.

- Co roku mam ten sam problem - przyznaje Monika Kowalska, dyrektor Vienna House Amber Baltic Międzyzdroje.

- Nie mam szans na zatrudnienie kogokolwiek z zachodniopomorskiego. Rekrutuję na Dolnym Śląsku i ścianie wschodniej. Tam są chętni. Najczęściej to nauczyciele wuefu, którzy chcą w wakacje dorobić.

- To nie jest tak, że nie ma zainteresowania pracą ratownika - tłumaczy Kleczaj.

- Ratownictwo to fantastyczna przygoda. Młodzi ludzie kalkulują i wybierają mniejsze obciążenia. Szacują, jakie jest ryzyko wobec uciążliwości.

Pan Jacek dodaje przy tym, że chodzi nie tylko o pieniądze i ciężką pracę, ale właśnie o ryzyko towarzyszące pracy: Nie chcą mieć na głowie prokuratora, a raczej nie mogą liczyć na wsparcie państwa.

Jeszcze kilka lat temu tylko szczecińskie WOPR przygotowywało do zawodu nawet 250 osób rocznie.

Ile płacą hotele

Z danych firm pośredniczących w znalezieniu pracy wynika, że najbardziej pożądanym miejscem pracy dla ratowników jest hotel lub SPA.

- Co roku muszę podnosić stawki - mówi Kowalska.

- W tej chwili ratownicy zarabiają u mnie 35 zł za godzinę, i to netto. Do tego mają co najmniej dwa hotelowe posiłki i oczywiście zapewniony nocleg.

Anna Sudolska, potwierdza, że rekrutacje nawet do SPA też nie są łatwe.

Ile można zarobić nad wodą

Praca na plaży to ciągły stres, odpowiedzialność, często po kilkanaście godzin dziennie. Bez względu na upał czy silny wiatr i pijanych plażowiczów trzeba wytrwać na posterunku. Jeżeli samorządy oferują stawki od 25 do 30 złotych brutto za godzinę, to nie ma się co dziwić, że chętnych do pracy nie ma.

- A stawki nie wzrosły od ubiegłego roku, co więcej w niektórych miejscach nawet spadły - twierdzi Sudolska.

Za godzinę pracy jako ratownik na kąpielisku w Międzyzdrojach można otrzymać 23,5 zł. A to daje zarobki od 5830 zł do 6200 zł miesięcznie.

Są takie kurorty nad Bałtykiem, gdzie problem braku ratowników udało się rozwiązać.

- Na szczęście nie mamy tego kłopotu - od razu zastrzega Mateusz Bobek, burmistrz Międzyzdrojów, w których podczas wakacji, szczególnie w weekendy, z kąpieliska nad morzem korzystają tysiące turystów.

- Od kilku lat mamy prawie tę samą ekipę ratowników.

Oczywiście gmina musi im zapewnić nocleg i obiad.

- Też nie mamy kłopotu z zatrudnieniem ratowników na plaży - przyznaje Jarosław Jaz z Urzędu Miasta Świnoujście. - Zresztą u nas to zwykle ta sama ekipa, która przyjeżdża tu od lat.

Jaz nie może jednak jeszcze podać stawki za godzinę pracy na nadbałtyckiej plaży w tym roku.

- Bo negocjacje w sprawie wynagrodzeń trwają - tłumaczy.

- Mają się zakończyć do końca tego tygodnia, bo wtedy otwieramy oficjalnie nasze plażowe kąpielisko.

W ubiegłym roku ratownicy w Świnoujściu zarabiali od 20,7 zł do 22,5 zł za godzinę brutto.

- Młodzi ludzie są w stanie zarobić teraz nawet ponad siedem tysięcy złotych miesięcznie - przekonuje Jacek Kleczaj.

Zaznacza od razu, że to praca niemal na okrągło - bez żadnego wolnego weekendu.

Z kolei w zeszłym roku w Trójmieście obowiązywały stawki dla ratowników na poziomie od 20 do 23 zł brutto za godzinę pracy. W skali miesiąca dawało to około 5800 zł brutto. W tym roku np. w Gdyni zarobki mają być wyższe - nawet osiem tysięcy złotych brutto miesięcznie.

Więcej za dłużej

Na rynku pracy pojawiły się też dla ratowników oferty nowego rodzaju. Hybrydowe. Polega to na tym, że hotel proponuje specjalny dodatek do pensji, ale pod warunkiem, że ratownik zgodzi się podpisać zobowiązanie, że w kolejnym sezonie również podejmie pracę w tym samym miejscu.

Wysokość zarobków ratownika zależna jest od doświadczenia, posiadanych dodatkowych kwalifikacji oraz czasu i miejsca pracy.
Aby zostać ratownikiem wodnym, trzeba być przede wszystkim osobą pełnoletnią i odbyć szereg specjalistycznych szkoleń.

Wymagane warunki, których spełnienie umożliwia podjęcie pracy jako ratownik na basenie, kąpielisku, to: zakończone egzaminem szkolenie z kwalifikowanej pierwszej pomocy (trwa 66 godzin, jest ważne przez trzy lata); szkolenie z zakresu ratownictwa i technik pływackich (trwa 63 godziny, jest ważne bezterminowo).

Dodatkowo ratownik musi posiadać minimum jedną dodatkową kwalifikację z listy: instruktor pływania, uprawnienia do nurkowania swobodnego, uprawnienia żeglarskie, uprawnienia motorowodne, prowadzenie pojazdów uprzywilejowanych. Ostatnim wymogiem jest członkostwo w podmiocie uprawnionym do wykonywania wodnego ratownictwa, np. w WOPR.

Pierwsza praca czy misja

Ale to nie jest jedyna droga. W Gdańsku można zostać ratownikiem już w III klasie liceum. Warunek: trzeba być osobą pełnoletnią. Taką drogę obrała 16-letnia Zuzanna.

- Wybrałam klasę o profilu ratownictwa wodnego, bo wiem, że po zakończeniu szkoły będę miała pracę - mówi uczennica VI Liceum Ogólnokształcącego im. Obrońców Helu w Gdańsku.

Gdańskie liceum to jedna z niewielu szkół, która przygotowuje do tego zawodu. Jej ukończenie i pomyślne przebrnięcie przez egzaminy końcowe daje przepustkę do niezłej, a przede wszystkim ciekawej pracy. Ciekawej szczególnie dla tych, którzy lubią podwyższony poziom adrenaliny połączony z odpowiedzialnością.

- Większość koleżanek i kolegów z klasy chce być ratownikiem przez kilka lat po ukończeniu szkoły - twierdzi Zuzanna. - Na potem mają inne plany - dodaje.

- Ale są wśród nas tacy, którzy uważają, że niesienie pomocy to ich misja. Ja chyba potraktuję to jako pierwszą pracę - kończy.

Sezon kąpielowy rozpoczyna się zwykle w Polsce z początkiem czerwca. I nie zawsze data otwarcia kąpieliska zależy od pogody. Trwa do końca września.

Dlaczego brakuje ratowników?

O to, dlaczego brakuje ratowników wodnych pytaliśmy Pawła Błasiaka, prezesa Zarządu Głównego WOPR.

- Jest to efekt komercjalizacji tego zawodu oraz stawek za jakie ratownicy są opłacani. Stopień ratownika wodnego jest dużo łatwiej uzyskać niż przed rokiem 2012 (zmiana przepisów dotyczących ratownictwa wodnego) i rynek początkowo się wypełnił, co obniżyło i prestiż zawodu i stawki. Następnie ratownicy za tak ustalone przez niby-ratowników stawki nie podejmowali pracy i zatrudniali się w innych zawodach. Pandemia w tym pomogła, bo pływalnie były zamykane. Natomiast w chwili obecnej jest problem z ratownikami. Część kąpielisk jest obsadzana w 50 – 70 proc. ale jest i część, gdzie obsada jest kompletna. Niemniej jednak nie jest to sytuacja komfortowa – mówi Paweł Błasiak.

Stawki wynagrodzenia ratowników wodnych w Polsce rosły regularnie w ostatnich latach, o czym również wspominał Paweł Błasiak.

- Ratownicy do niedawna byli rzeczywiście słabo opłacani. Podzielam w pełni taki osąd – zaznacza Roman Chmielowski, doświadczony ratownik wodny, instruktor, działacz pomorskiego WOPR.

- Dzisiejszy wzrost wynagrodzenia dla ratowników jest generalnie pozytywnym zjawiskiem. Nie można wykonywać tak odpowiedzialnej pracy, tak trudnej i niebezpiecznej, bo przecież ratownicy też giną niosąc pomoc, pracując za kiepskie wypłaty.

- Bałtyk, Zatoka Gdańska, to chyba najtrudniejsze akweny, w których pływałem, nie mówiąc już o akcjach ratowniczych. Woda jest chłodna, potrafi być zdradliwa, trzeba mieć sporo wiedzy, np. o prądach wstecznych, o układzie dna, ruchach fal, w dodatku popartej doświadczeniem – mówi Piotr, ratownik WOPR z wieloletnim stażem.

- Nikt nie ma lekko, ale moi koledzy, którzy strzegli basenów, czy kąpielisk nad jeziorami, wydaje się, że mają łatwiejsze zadanie.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Ślubowanie olimpijczyków - wywiad Przemysław Zamojski

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Bezpieczeństwo na plażach jest zagrożone? W kurortach wciąż brakuje ratowników - Głos Koszaliński

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

h
hg
22 czerwca, 6:25, Gość:

Niech samorządy nadmirskie wyszkolą swoich etatowych pracowników pod kątem ratownictwa wodnego, i na czas letniej kanikuły oddelegują ich na brzegi wód rekreacyjnych. Problem zniknie. Jak chcą na dwa letnie miesiące ściągać ratowników z zewnątrz to zawsze będą kłopoty, bo nikt za psie pieniądze nievprzyjdzie, żeby się pięć na slońcu przez 12 godzin

kanikuły daj mi na dwa muły, bardzo w palnik dać dziś chce , chyba znów naje.bie się

S
SAS
Jakoś inne branże sobie radzą, zatrudniają pracowników ze wschodu z papierami kupionymi na bazarze. Trzeba zatrudnić takich, co sobie wymyślili, że umieją pływać.
J
J.A.
Albo tak jak mój przedmówca napisał, albo niech zaczną płacić porządne pieniądze to ludzie przyjdą do roboty i kłopotu nie będzie.
G
Gość
Niech samorządy nadmirskie wyszkolą swoich etatowych pracowników pod kątem ratownictwa wodnego, i na czas letniej kanikuły oddelegują ich na brzegi wód rekreacyjnych. Problem zniknie. Jak chcą na dwa letnie miesiące ściągać ratowników z zewnątrz to zawsze będą kłopoty, bo nikt za psie pieniądze nievprzyjdzie, żeby się pięć na slońcu przez 12 godzin
Wróć na strefabiznesu.pl Strefa Biznesu