Dlaczego ceny ubezpieczenia OC rosną? Czy można to zatrzymać?

Tomasz Minewski AIP
Przez dwa ostatnie lata gwałtownie wzrosły ceny OC.
Przez dwa ostatnie lata gwałtownie wzrosły ceny OC. 123RF
W dwa lata ceny ubezpieczeń OC wzrosły o kilkadziesiąt procent. To efekt braku podwyżek od 2005 r. Jak to zmienić? Temu poświęcona była debata „Ubezpieczenia OC – droga do równowagi”.

Przez dwa ostatnie lata gwałtownie wzrosły ceny OC. Dlaczego?

Sława Cwalińska-Weychert: Faktem jest, że ceny OC w ostatnich latach rosną. Ale nie bez przyczyny. Od czterech lat obserwujemy wyraźny wzrost wysokości odszkodowań, które firmy ubezpieczeniowe muszą wypłacać. Powodem nie jest rosnąca liczba wypadków, rosną jedynie sumy, które trzeba wypłacać. Coraz częściej się zdarza, że odszkodowania trzeba też wypłacać za sprawy sprzed kilkunastu lat, nawet z lat 90. – to konsekwencja wyroku Sądu Najwyższego. To sprawia, że strata firm ubezpieczeniowych w 2015 r. wyniosła 1,2 mld zł, strata za rok 2016 będzie podobna.

Małgorzata Kopcińska: W Polsce składki OC są jednymi z niższych w Europie. A przecież wielu polskich kierowców wyjeżdża za granicę. Gdy spowodują tam wypadek, odszkodowania są wypłacane zgodnie z obowiązującymi w danym kraju stawkami, zwykle wyższymi niż u nas. Liczba wypadków powodowanych przez Polaków za granicą w ostatnich 10latach wzrosła dwukrotnie.

Adam Abramowicz: Nie można na wysokość cen OC patrzeć tylko przez pryzmat firm ubezpieczeniowych. Zawsze trzeba pamiętać, że po drugiej stronie jest też kierowca – to on musi zapłacić wyższą cenę OC. Wzrost tych cen jest znaczący, często sięga 50–60 proc. Zdarzają się przypadki, gdy za OC trzeba płacić nawet 6 tys. zł. Jeśli okaże się, że takie sumy będzie musiała płacić duża część kierowców, będziemy mieli bunt, kierowcy nam drogi za­blokują. Albo przestaną wykupywać ubezpieczenia, co może się okazać jeszcze większą tragedią. Poza tym nie jest tak, że towarzystwa ubezpieczeniowe dopłacają do OC. Suma składek, które zbierają, jest ciągle wyższa niż wysokość wypłaconych przez nie odszkodowań.

Grzegorz Prądzyński: Zgadzam się, że wzrost OC może się stać problemem społecznym – bo w wielu miejscach Polski samochód nie jest dobrem luksusowym, tylko podstawowym narzędziem pracy. Ale na ten problem musimy spojrzeć szerzej. W Polsce 100 proc. kierowców ma OC, a 7 proc. z nich popełnia wypadki. Składka od wszystkich musi starczyć na pokrycie kosztów tych wypadków. Tymczasem ich koszt wzrósł, a nie był kompensowany wzrostem składki. Dlaczego składki nie rosły? Na nasz rynek wchodziły firmy ubezpieczeniowe, które prowadziły ostrą, dumpingową politykę cenową. To ona doprowadziła do tego, że zakłady w Polsce udomowione musiały się do tej polityki dostosować, by nie tracić klientów. To dlatego ceny nie rosły. Do tego jeszcze kwestia wyroku Sądu Najwyższego, który pozwala występować o odszkodowania za wypadki sprzed lat. Przy czym nie określono ani zakresu kompensacji, ani tego, kto o takie odszkodowanie może wystąpić.

Jacek Lisowski:
Na pewno żywioł regulacyjny, o którym przed chwilą słyszeliśmy, sprawił, że koszty zakładów ubezpieczeniowych wzrosły. Na to jeszcze nałożyły się firmy wchodzące na polski rynek z niskimi cenami ubezpieczeń. Na pewno, jak zauważył pan poseł, nie możemy zapominać o kierowcach. Dziś dramatem nie jest to, że cena OC rośnie, lecz to, że rośnie tak gwałtownie. Gdyby ceny rosły stopniowo, o kilka, kilkanaście procent, nie byłoby obecnego poruszenia. Tymczasem Polacy są bardziej świadomi, wiedzą, co im się należy, i coraz lepiej to egzekwują. Przecież w ciągu kilku lat właściwie od zera zbudował się system kancelarii odszkodowawczych. Poza tym rośnie liczba wypadków. Przed chwilą słyszeliśmy o tym, że takie zdarzenia ma 7 proc. kierowców, ale w 2013 r. było to 5 proc. Oznacza to, że w ciągu trzech lat liczba wypadków zwiększyła się o 40 proc.

Aleksander Daszewski: Problem z OC polega na tym, że jego ceny zaczęły rosnąć skokowo, a powinny stopniowo. Od 10 lat Sąd Najwyższy rozszerza granice prawa odszkodowawczego w sposób bardziej prokonsumencki. A zakłady ubezpieczeniowe na to nie reagowały, sztucznie utrzymując stawki OC niemal na tym samym poziomie. Doszedł do tego szybki rozwój kancelarii odszkodowawczych – trzy są już spółkami notowanymi na giełdzie. Biorąc to pod uwagę, nie uważam, że wzrost stawek OC jest jakiś drakoński, tym bardziej że są one jedne z najniższych w Europie. Warto przy okazji zadać inne pytanie: czy nie powinno się rozpocząć działań na rzecz prewencji w ruchu drogowym. Może warto by sprawić, by składki OC dla piratów drogowych poszły tak w górę, nawet do 7 czy 10 tys. zł, by nie było ich zwyczajnie na nie stać?

Anna Wawrzeniecka: System ubezpieczeń w Polsce jest stabilny, mimo strat, jakie zakłady ponoszą na OC. Zgadzam się z tym, że podwyżki cen tego ubezpieczenia powinny być systematyczne, dostosowane do tempa wzrostu kosztów obserwowanego przez zakłady ubezpieczeniowe. Od 2005 r. ruchy w wysokości stawek były niewielkie, dopiero w 2015 r. pojawiła się duża zmiana. Wydaje się, że dziś problem nowych podmiotów wchodzących na rynek niski cenami OC mamy rozwiązany. Ale nie można wykluczyć, że w przyszłości pojawi się nowa firma, która będzie starała się przyciągnąć klientów niskimi stawkami.

Abramowicz: Na rynku ubezpieczeń prowadzona jest gra rynkowa. Jeśli wchodzi nowy podmiot z tanimi ubezpieczeniami, wszyscy pozostali powinni się ucieszyć – skoro on do tych ubezpieczeń dokłada, to szybciej z niego wyjdzie. Poza tym nie wolno zapomnieć, że zakłady ubezpieczeniowe znajdują się generalnie w świetnej kondycji finansowej. Na pewno nie można dopuścić do sytuacji, w której ceny polis będą nieosiągalne dla części Polaków.

Prądzyński:
Nowe firmy wchodzące na rynek zastosowały niskie ceny, bo liczyły, że zakłady już obecne w Polsce nie dostosują się do tego i w ten sposób one zdołają przejąć klientów. To im się nie udało, one przegrały tę wojnę. Odnośnie do rentowności firm ubezpieczeniowych. One dziś są na zerze. Poza tym dlaczego dywidendy, jakie one pozyskują z ubezpieczeń życiowych, mają dokładać do ubezpieczeń majątkowych?

Cwalińska-Weychert: Tak naprawdę nawet stopniowe podnoszenie stawek w ostatnich latach doprowadziłoby i tak nas do tej sytuacji, w której jesteśmy obecnie. Nie chodzi o sekwencje zdarzeń, ale o kwoty, które trzeba obecnie płacić. Owszem, stawki w Polsce są jednymi z niższych w Europie, ale już takimi nie są, jeśli obliczy się je w relacji do średniej pensji w kraju. Z drugiej strony, często wysokość odszkodowania wypłacanego w Polsce osiąga poziom wypłat stosowanych w Europie. Nie zgadzam się z uwagami Pana Posła odnośnie do rentowności towarzystw uzyskiwanych z innych ubezpieczeń. Nie sądzę, żeby osoby ubezpieczające na przykład mieszkanie chciały, by część ich składki trafiała na wypłaty odszkodowań z ubezpieczeń OC. Może warto zastanowić się, czy rzeczywiście powinniśmy stosować zasadę nielimitowanej kompensacji w ubezpieczeniach OC? W innych typach gwarantowanych zabezpieczeń tak się nie dzieje. Choćby w ZUS wypłaty związane z wypadkami przy pracy są limitowane i zdecydowanie niższe niż odszkodowania z OC.

Kopcińska: Na pewno jednym z rozwiązań problemu wzrostu cen OC jest urealnienie wysokości i zakresu wypłacanych świadczeń. Warto pamiętać, że ubezpieczenia polegają na tym, że odszkodowania wypłaca się ze składek, które wpłacają ubezpieczeni – na tym polega wspólnota ryzyka. A wysokość odszkodowań rośnie.

Lisowski:
Należy poprawić prewencję, bo to może pomóc zahamować wzrost cen OC. Teraz jest idealny moment na to, by ubezpieczyciele zwiększyli liczbę czynników ryzyka, według których kalkulują stawkę ubezpieczenia. W tym przypadku telemetria daje duże szanse. Poza tym można zacząć wykorzystywać liczne bazy danych, które są w Polsce. Choćby Centralną Ewidencję Kierowców czy bazę danych z mandatami.

Daszewski: Podoba mi się pojawiający się pomysł, by przy OC wprowadzić udział własny kierowcy – choć nie wiem, czy jest on zgodny z dyrektywami unijnymi. Mam też kilka innych pomysłów. Na pewno telemetria, czarne skrzynki w samochodach, które umożliwiają zindywidualizowane podejście do kierowców. Potrzebna jest modernizacja niebezpiecznych odcinków dróg. Zwiększyłbym liczbę fotoradarów, bo to pomaga zmniejszyć liczbę wypadków. Natomiast nie jest łatwo jasno określić projekt ograniczenia liczby osób, którym należy się odszkodowanie przy śmiertelnym wypadku. Co zrobić na przykład z konkubiną, która żyła z taką osobą przez wiele lat i ma z nią trójkę dzieci?

Wawrzeniecka: Dobrym pomysłem jest dostosowanie wysokości stawek OC do stylu jazdy kierowców – choć też nie należy z wprowadzaniem nowinek się spieszyć, bo można w ten sposób popełnić sporo błędów. Zmodyfikowałabym też system Bonus-malus (dobry kierowca - zły kierowca - przyp. red.). Dziś opiera się on tylko na liczbie szkód. Warto by było go rozszerzyć o wartość tych szkód, o to, jakiej wysokości odszkodowanie trzeba było wypłacić. A

W debacie udział wzięli:

  • Sława Cwalińska-Weychert, wiceprezes zarządu w Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym
  • Małgorzata Kopcińska, Polskie Biuro Ubezpieczycieli Komunikacyjnych
  • Adam Abramowicz, poseł PiS
  • Grzegorz Prądzyński, prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń
  • prof. Jacek Lisowski, Katedra Ubezpieczeń na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu
  • Aleksander Daszewski, Biuro Rzecznika Finansowego
  • Anna Wawrzeniecka, Departament Nadzoru Ubezpieczeniowego, Komisja Nadzoru Finansowego

Debata organizowana przez Polska Press Grupę we współpracy z Polską Izbą Ubezpieczeń

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

g
górnik

Ściemniacz na ściemniaczu. Walka o stołki. Hutek przew związkowiec opłacany z etatu nadsztygarskiego BHP. Połączyli Czeczot z Piastem, teraz Piast z Ziemowitem a biurowce z bandą administracji jak stały tak stoją. Komputer na komputerze a w karzdym kątku po nadsztygarze, kierowniku i sekretarce a w komorze troje :) . Związków tu 15 tam 15 i teraz jest 30. Od dziesiątek lat w Katowicach więcej zarabiali bo to stolica Śląska - ciekawe skąd wzieli tą średnią 6225,chyba z tych napompowanych etatów biurowych. No i jeszcze największa nieuczciwość Solidarności: solidarnie członkowie płacą składkę procentową więc ten co się stara, pracuje w weekendy i święta aby utrzymać rodzinę płaci większą stawke np 60zł/msc a inny 40zł/msc zachowując te same prawa i przywileje członkowskie "Solidarność"

Dodaj ogłoszenie