Dzwonię w sprawie pracy, niby dla bezrobotnej siostry. Dyskont (dla niewtajemniczonych: mały market) w powiecie włocławskim szuka kasjera-sprzedawcy. Kandydat musi posiadać orzeczenie o niepełnosprawności. Mówię, że siostra ma, ale nie ma doświadczenia w handlu.
- Nie szkodzi. Kandydatowi, którego wybierzemy, gwarantujemy miesięczne szkolenie wprowadzające.
Dodaję, że książeczki sanepidowskiej siostra też nie posiada. I znowu słyszę, że nie szkodzi, bo pracodawca pomoże ją załatwić. Ważne, że siostra ma chęć pracować.
Market w bydgoskim Fordonie. Na jednym z działów pracują trzy osoby. Do niedawna było kilka więcej, ale gdy kierownik zwrócił dwóm paniom uwagę, rzuciły papierami i odeszły. Teraz trudno skompletować załogę. I strach zwrócić uwagę kolejnym pracownikom, bo też mogliby odejść.Lidl i polscy dostawcy. "Zaufaniu towarzysz wysoka jakość".
Podobne braki kadrowe występują w wielu dużych sklepach w Kujawsko-Pomorskiem. Jeszcze parę lat temu to pracodawca przebierał wśród chętnych. Teraz jest odwrotnie: coraz częściej pracownicy dyktują warunki zatrudnienia. Nastał rynek pracownika. - Jeszcze do niedawna wśród wielu pracodawców panowało przekonanie, że pracownik zawsze się znajdzie. W tej chwili tak nie jest i nawet najmniejszy ubytek w kadrze oznacza poważne problemy dla całej firmy - tłumaczy Anna Wicha, dyrektor generalna Adecco Poland.
W prawie wszystkich branżach są wakaty, ale handel należy do czołówki pod względem liczby wolnych miejsc. Niby tyle pracy czeka w handlu, a jednak prawie 9,5 tysiąca bezrobotnych, zarejestrowanych w urzędach pracy w regionie, wcześniej pracowało właśnie jako sprzedawcy. Tylko teraz w regionie jest około 100 ofert dla kasjerów i sprzedawców. W tym w samej Bydgoszczy - prawie 30. Nie chodzi tutaj jednak o brak kwalifikacji, ale o brak chęci.
Ludzie nie chcą pracować w handlu. I nie chcą pracować w dużych sklepach. - Aktualnie na terenie województwa kujawsko-pomorskiego (23 lokalizacje) mamy 20 ofert na stanowisko sprzedawca-kasjer, trzy na stanowisko pracownik sklepu oraz jedno dla stanowiska kasjer - informuje Kinga Jagiełło-Kulesza, dyrektor działu HR Makroregionu w Jeronimo Martins Polska, właściciela Biedronki.
Bezrobotnym z wykształceniem handlowym nie pasuje np. praca na zmiany, lokalizacja sklepu (kłopotliwe dojazdy), a przede wszystkim zarobki. Niektórzy (zwłaszcza ci, którzy mają troje i więcej dzieci) za „nicnierobienie” i siedzenie w domu dostają czasem więcej z zasiłków i 500 plus, niż gdyby poszli do pracy i harowali okrągły miesiąc.