PKB rośnie, ale nie inwestujemy i przejadamy majątek

dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek/AIP
Piotr Hukało
Udostępnij:
Mimo stosunkowo wysokiego wzrostu PKB – 3,1 proc. rok do roku, mamy dwa problemy ze wzrostem gospodarczym: dramatyczny spadek inwestycji i rosnące na nienotowaną ostatnio skalę spożycie publiczne.

Pierwszy problem to zbyt niski poziom inwestycji; po 6. miesiącach były one niższe o 3,6 proc. w stosunku do 1. półrocza 2015r., a w samym 2. kwartale br. o prawie 5 proc. Drugi - to szybko rosnące spożycie publiczne, czyli wartość wyrobów i usług nierynkowych przekazywanych gospodarstwom domowym nieodpłatnie (ochrona zdrowia, opieka społeczna, edukacja, kultura, kultura, sport) oraz wartość wyrobów i usług nierynkowych, które nie posiadają konkretnych indywidualnych odbiorców (administracja państwowa, obrona zewnętrzna i bezpieczeństwo wewnętrzne, działalność naukowo-badawcza). W ciągu 6. miesięcy ich wartość realna wzrosła o 4,4 proc.

Jesteśmy w piątce krajów UE o najwyższym wzroście gospodarczym. A jednak jest się czym niepokoić. Nie dynamiką, bo 3,1 proc. wzrostu PKB to dobry wynik, ale strukturą tego wzrostu. Gospodarka rośnie, ale prawie cały wzrost daje spożycie – indywidualne i zbiorowe. Przyczynia się do niego także wzrost zapasów, co raczej nie rokuje dobrze.
Wzrost gospodarczy budowany na konsumpcji i zapasach nie jest trwały. Bez inwestycji nie mamy szans na utrzymanie dynamiki PKB na poziomie ponad 3 proc. Bez wzrostu gospodarczego powyżej 3 proc. zaczniemy mieć problemy z rynkiem pracy i na rynku pracy. Te problemy będą przekładać się na konsumpcję gospodarstw domowych, która dzisiaj jest główną siłą wzrostu PKB.

Z jednej strony zatem przedsiębiorstwa, samorządy i rząd inwestują mniej niż w zeszłym roku (sądząc po sytuacji w budownictwie mieszkaniowym – gospodarstwa domowe nie zmniejszyły swoich inwestycji), z drugiej strony - państwo wydaje zdecydowanie więcej na dobra i usługi publiczne.

Państwo wydaje zatem na dobra i usługi dostarczane bezpośrednio gospodarstwom domowych, a także pośrednio całemu społeczeństwu coraz więcej, a coraz mniej inwestuje. A przez niepewność, niestabilność polityczną, sądowniczą i regulacyjną wpływa ono także na mniejszą skłonność przedsiębiorstw do inwestowania – po 6. miesiącach 2016 r. inwestycje przedsiębiorstw średnich i dużych były mniejsze o ponad 7 proc. w stosunku do tego samego okresu 2015 r. Aczkolwiek różna jest sytuacja w różnych sektorach gospodarki. Tu zapewne dodatkowe znaczenie mają ryzyka zewnętrzne, ciągle niejasny, niejednoznaczny trend rozwoju gospodarki globalnej, a także sytuacji w samej UE po referendalnej decyzji o Brexit’cie.

Wszystko wskazuje na to, że niestabilność polityczna i regulacyjna wpływa także na decyzje inwestycyjne samorządów, które – sądząc po ich nadwyżce budżetowej – są niższe niż w zeszłym roku i niższe niż mogłyby być. A przecież jednostki samorządu terytorialnego (JST) mają także do dyspozycji dość duże pieniądze unijne, które są jak na razie słabo uruchamiane – w niektórych regionach stopień ich wykorzystania nie przekracza 1 proc. Widocznie samorządy boją się te środki uruchamiać, nie tylko dlatego, że trwają teraz w nich kontrole wydatków w latach ubiegłych, w tym z funduszy unijnych, ale także dlatego, że rząd uruchomił program 500+, za który odpowiadają samorządy. Program ten finansowany jest z budżetu państwa, ale samorządy robią zapewne rezerwy na wypadek opóźnień w napływie środków. Rząd planuje także reformę szkolnictwa (m.in. likwidację gimnazjów), co obarczy kosztami samorządy. Trudno się zatem dziwić ich inwestycyjnej wstrzemięźliwości.

Kluczem do odbudowania drugiej, niezbędnej dla wzrostu gospodarczego „nogi” – inwestycji - jest zatem ograniczenie niepewności w polskiej gospodarce. Będziemy mieć wtedy szanse na modernizację gospodarki i wzrost PKB zdecydowanie wyższy niż 3 proc. ze wszystkimi tego pozytywnymi konsekwencjami dla rynku pracy.

Dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan

UE- Zobacz, gdzie ceny poszły najbardziej w górę

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

r
reklama, reklama...
Czy zapłaciłeś za reklamę Dziennikowi Polskiemu?
G
Gość
Jest to studnia bez dna. Zatrudnionych w administracji jest chyba najwięcej spośród wszystkich zatrudnionych w kraju, co jest skandalem. Poza tym, płace w administracji państwowej są na ogół znacznie wyższe niż w innych zawodach, chociaż praca urzędnika nie jest ani ciężka fizycznie, ani też trudna (ci, co harują jak wół lub wykonują bardzo trudną pracę, np. naukową -z reguły zarabiają znacznie mniej niż urzędnik). Można więc podsumować, że biura to obciążenie dla gospodarki i powinno się poważnie ograniczyć ich liczbę oraz obniżyć płace urzędników. Tymczasem biurowce rosną jak grzyby po deszczu (a fabryki ... wyburzono). A przecież dochód narodowy jest wytwarzany w fabrykach (a biurowce go konsumują). Precz z biurowcami. Urzędnikom dać minimalną płacę i ani złotówki więcej.
Dodaj ogłoszenie