Listonosze domagają się podwyżek płac o 1000 złotych miesięcznie. Ale mają też inne postulaty. Choćby takie, by płacono im za roznoszenie ulotek reklamowych. Dziś nie mają żadnych dodatkowych pieniędzy z usługi roznoszenia reklam. Tak mówią nam doręczyciele, z którymi rozmawialiśmy.

Ich akcji nie firmuje żaden z działających na poczcie związków zawodowych. Podobnie jak było to w przypadku policjantów, rolę „związku” pełni grupa "Listonosze Polska" na portalu społecznościowym facebook. Wśród postulatów jest też żądanie przywrócenia do pracy dwóch zwolnionych listonoszy.

Obydwaj – jak mówi nam jeden z pocztowców – zostali zwolnieni za udział w protestach. Między innymi w demonstracji pod wrocławskim Dworcem Głównym. Wtedy to jeden z uczestników akcji przebrał się za prezesa poczty, a drugi – w stroju Mikołaja – wręczał mu rózgę. W środę przed wrocławskim sądem pracy zaczął się proces. Zwolniony listonosz domaga się przywrócenia do pracy.

- Chorujemy, bo bolą nas kolana i kręgosłup, a to z powodu obciążenia pracą - mówi Andrzej, listonosz. - Pracuję na poczcie przeszło rok. Dostaję 1850 złotych netto miesięcznie. Wciąż zarabiamy niewiele więcej niż najniższa krajowa pensja. Trzy lata temu władze firmy obiecały, że nasze pensje wzrosną do poziomu średniej krajowej płacy. Ale minęło trzy lata a z tych zapowiedzi na razie niewiele wynika. Owszem, poczta chwali się, że podniosła nam pensje. Ale też wzrosła najniższa płaca.

Nasz rozmówca opowiada, jak ciężka jest praca listonoszy. Radko kiedy w rejonie jest ustawowe osiem godzin. Często pracuje więcej. W dzień, w którym jest wypłata, nosi nieraz po kilkadziesiąt tysięcy złotych w gotówce. Do tego listy z elektronicznym potwierdzeniem odbioru czyli przesyłki z sądów albo prokuratur. - Zgubienie jednego takiego listu to 2500 zł kary – mówi nam Andrzej. - To mniej niż my zarabiamy.

Biuro Prasowe Poczty Polskiej przekonuje nas, że nie ma zwiększonej liczby pracowników na lekarskich zwolnieniach. „Poczta Polska funkcjonuje płynnie i bez zakłóceń. Wszystkie usługi świadczone przez spółkę są realizowane w zwyczajnym trybie. Nie odnotowujemy wzmożenia absencji chorobowych. Absolutnie nie można mówić o „masowym braniu zwolnień lekarskich” - czytamy w przekazanej nam mailem informacji. - Ilość pracowników na zwolnieniach „jest standardowy ” do zimowego sezonu. Chorych wcale nie jest więcej niż rok temu.

A co do podwyżek to poczta przekonuje, że od trzech lat pensje zwiększane są cały czas. Wzrosły już nawet o 1200 złotych i wciąż będą rosnąć. „W 2018 roku przeciętne wynagrodzenie zasadnicze w Poczcie Polskiej wzrosło o 7,15%, w porównaniu do roku poprzedniego, czyli średnio o 270,12 zł z uwzględnieniem pochodnych składników płacowych uzależnionych od poziomu wynagrodzenia zasadniczego, czyli np. dodatku stażowego, premii rocznej itp. - czytamy w odpowiedzi na nasze pytania, przesłanej przez Biuro Prasowe Poczty. - Najniższe wynagrodzenie zasadnicze w przeliczeniu na pełen etat wynosi obecnie 2500 zło brutto.

Poczta opisuje jak wynagradzani są jej pracownicy. Do wynagrodzenia zasadniczego należy doliczyć premię – do 273 zł brutto miesięcznie. Po roku pracy pracownicy nabywają prawo do tzw. łącznościówki, czyli trzynastej pensji. Po trzech latach wypłacany jest dodatek stażowy. Do tego nagrody jubileuszowe.

Również w tym roku – jeśli będą takie finansowe możliwości – będzie podwyżka.

ZOBACZ TEŻ: