Wielkie zmęczenie pracą. Grozi nam exodus pracowników?

Agnieszka Kamińska
Agnieszka Kamińska
unsplash.com
Udostępnij:
Wypalenie zawodowe odczuwa 55 proc. polskich pracowników, którzy wzięli udział w badaniu Adecco Group Institute. To najgorszy wynik spośród 25 przebadanych państw. Eksperci twierdzą, że wkrótce pracodawcy będą musieli mierzyć się z nowymi zagrożeniami - zwiększoną absencją i rotacją pracowników wskutek chronicznego zmęczenia pracą. W USA zjawisko ma już swoją nazwę - wielkie zużycie. Czy polskim pracownikom też to grozi?

Psycholog Jolanta Kurowska-Grottger ma pełne ręce roboty. Dzwonią do niej m.in. pracownicy proszący o wsparcie. Twierdzą, że czują wszechogarniającą niemoc i nie są w stanie pracować tak, jak dawniej. Takich telefonów ma kilka tygodniowo. Że coś niedobrego dzieje się z personelem, zauważyli też niektórzy szefowie. Ludzie pracują na pół gwizdka, o nadgodzinach nie chcą nawet słyszeć, tylko by brali urlopy albo zwolnienia lekarskie, ciągle są zmęczeni. Co się dzieje, dopytują pracodawcy i umawiają się z psycholog na cykle szkoleń w ich firmach. Specjalistka ma terminy zarezerwowane do czerwca 2022 r. No to co właściwie się dzieje?

- Mamy plagę wypalenia zawodowego - twierdzi Jolanta Kurowska-Grottger, psycholog specjalizująca się w zarządzaniu zasobami ludzkimi. - W czasie pandemii ten problem się nasilił i to znacząco. Ekspertka tłumaczy to tak. Strach o zdrowie, a następnie o zatrudnienie, początkowo spowodował silny stres. Ludzie czuli napięcie, które wiązało się z większym wydatkiem energetycznym. Byli, jak mówi psycholog, jakby w blokach startowych gotowi do biegu. Pandemia była zupełnie nową sytuacją. Pracownicy liczyli się z możliwością zwolnienia lub koniecznością przebranżowienia. Do tego pojawiły się ograniczenia sanitarne, lockdowny, nauka zdalna dzieci. Na dokładkę wiele osób przeszło na telepracę. Zatarły się granice między życiem prywatnym a obowiązkami zawodowymi i szkolnymi. Wiele rodzin musiało też zmierzyć się z chorobą lub śmiercią kogoś bliskiego. Ale z czasem, po miesiącach trwania w pandemii, ludzie się z nią oswoili. I zeszło z nich powietrze.

- Po okresie napięcia i większego wydatkowania energii, wiele osób zaczęło odczuwać chroniczne zmęczenie, co jest czymś zupełnie normalnym. Są mniej efektywni, brakuje im motywacji. Te osoby powtarzają, że nie mają siły pracować. Ale chodzi tu o coś jeszcze innego. Pandemia, a co za tym idzie doświadczenie choroby lub śmierci, prowokuje pytania o sens życia. Niektórzy pracownicy mi mówią, że mają poczucie marnowania czasu. Nie chcą harować od świtu [/polecane]do nocy, nie chcą brać nadgodzin i żyć jak w kieracie, ale chcą balansu między życiem rodzinnym i zawodowym. Niektórzy wręcz twierdzą, że pandemia otworzyła im oczy. Część tych osób jest skłonna do zmiany pracy, wolą pracę mniej płatną, ale bardziej satysfakcjonującą - opowiada Jolanta Kurowska-Grottger.

Z tym nie ma żartów

Psycholog twierdzi, że najczęściej zgłaszają się do niej pracownicy wyższego i średniego szczebla kierowniczego. Niektórzy z nich już wcześniej korzystali np. ze szkoleń i treningów mentalnych. Być może dlatego jest im łatwiej zdiagnozować problem - dostrzegają, że siadła im motywacja i nie spełniają oczekiwań szefów. Problem dotyczy jednak wszystkich szczebli zatrudnienia i sektorów.

- W dużych korporacjach, np. z branży bankowej czy IT, szefowie zdają sobie sprawę z problemu. Widzą, że jakiś menedżer dwa lata temu miał super wyniki, a dziś w pracy ledwo się wyrabia. Firm nie stać na odejścia fachowców czy niższą ich efektywność. Stąd zamówienia na treningi dla pracowników i analizy sposobu zarządzania. Już widzimy, że w wielu strukturach konieczne będą zmiany, np. rozłożenie realizacji biznesowego celu na dłuższy okres lub tymczasowe obniżenie celów. Kłopot w tym, że wciąż wielu szefów interpretuje wypalenie pracowników jako ich lenistwo, obijanie się w pracy - dodaje Kurowska-Grottger.

Tymczasem obraz postępującego wypalenia jest podobny, bez względu na zajmowane stanowisko czy wykonywany zawód. Pierwszym etapem jest silne, dojmujące zmęczenie pracą. Pracownik, broniąc się przed przeciążeniem, dystansuje się od problemów, spraw i zobowiązań zawodowych. Traci zainteresowanie np. klientami czy współpracownikami, wręcz izoluje się od nich. A wobec formułowanych wobec niego oczekiwań, reaguje rozdrażnieniem, a nawet agresją. Wypalenie zawodowe pojawia się wtedy, gdy równowaga terminów, wymagań, godzin pracy i innych czynników stresogennych przeważa nad nagrodami, uznaniami i relaksem.

- Trwanie w stanie chronicznego stresu prowadzi do krańcowego wyczerpania - mówiła nam niedawno dr Beata Mańkowska, psycholog kliniczny, adiunkt w Instytucie Psychologii Uniwersytetu Gdańskiego, specjalizująca się w wypaleniu zawodowym. - W tej ostatniej fazie rozwijają się poważne choroby ciała, pogłębia się stan apatii i może dojść do depresji. Miałam kontakt z osobami, które w przeszłości doświadczyły tego najcięższego etapu wypalenia i wciąż pozostają pod stałą opieką psychiatryczną. Najbardziej wstrząsającym przypadkiem, z którym zetknęłam się, była kobieta tak bardzo cierpiąca z powodu wypalenia zawodowego, że próbowała popełnić samobójstwo. Z wypaleniem zawodowym nie ma żartów - twierdzi dr Beata Mańkowska.

Wielkie zużycie, wielka rezygnacja

O tym, że problem jest szeroki, mówią badania - np. te przeprowadzone przez Adecco Group Institute w 25 krajach, w tym w Polsce. Analizy trwały od 13 maja do 4 czerwca 2021 r. i objęto nimi 14 800 pracowników. U 55 proc. zbadanych Polaków stwierdzono znaczny spadek kondycji psychicznej (m.in. wypalenie). To najgorszy wynik spośród zbadanych nacji. Średnia światowa w tym badaniu wyniosła 33 proc. Wysoki negatywny wskaźnik (38 proc.) odnotowano też w Hiszpanii.

„Samotność w pracy zdalnej i niepewność finansowa pogorszyły sytuację psychiczną pracowników. Nie ma wątpliwości, że potrzebne jest włączenie problematyki zdrowia psychicznego i psychosocjologii do zarządzania firmami. Może się okazać, że następna pandemia będzie związana ze zdrowiem psychicznym, musimy się przygotować na prawdziwe tsunami w tym obszarze” - napisał Javier Blasco z Adecco Group Institute w raporcie z badania.

Podobne wnioski prezentują autorzy innych badań. Z sondażu przeprowadzonego przez Uce Research i Syno Poland dla platformy ePsycholodzy.pl wynika, że 65,3 proc. ankietowanych pracowników ma symptomy wypalenia zawodowego. Szczególnie szokuje to, że ponad 80 proc. badanych w wieku od 18 do 22 lat przyznało, że wskutek niechęci do pracy odczuwa dolegliwości bólowe.

- Te osoby są dopiero na progu swojej drogi zawodowej, dlatego tym bardziej te wyniki są niepokojące. Pojawiają się obawy, że wkrótce pracodawcy będą musieli mierzyć się z zupełnie nowymi zagrożeniami, tj. ze zwiększoną absencją i rotacją pracowników, a także ich niższą produktywnością - uważa Michał Pajdak, współautor badania i członek zarządu platformy ePsycholodzy.pl.

Te obawy potwierdza badanie Hays Poland na grupie 1,8 tys. pracujących Polaków. Według niego, 44 proc. ankietowanych jest gotowych rozstać się z pracodawcą, bez zapewnienia sobie nowego zatrudnienia. Problemowi wnikliwie przyglądają się socjologowie w USA. Tam wypalenie zawodowe, spotęgowane pandemią, ma swoje specyficzne nazwy - to „wielkie zużycie”, „exodus” lub „wielka rezygnacja”. Te nazwy są adekwatne do skali zjawiska. Amerykański Departament Pracy opublikował statystyki (przytacza je m.in. Polskie Radio), z których wynika, że w tym roku z pracy w USA zrezygnowało 34,4 mln osób, a w ub. roku 36,3 mln.

- W USA jednak więcej firm miało problemy i cięło zatrudnienie, do odejść mogły też skłaniać świadczenia socjalne, z których pracownicy mogli skorzystać. U nas to zjawisko, choć przybrało na sile, nie osiągnie takiej skali. Niemniej jednak pracodawcy muszą zmienić sposób myślenia o pracowniku i to tym bardziej, że polscy pracownicy od lat przodują w rankingach najbardziej zapracowanych nacji. A wypalenie zwykle jest konsekwencją pracy ponad normy - mówi psycholog Jolanta Kurowska-Grottger.

Podwyżki wynagrodzeń i przysłowiowe dokręcenie śruby w pracy nie zlikwidują wypalenia. W wielu firmach już to wiedzą. Niektórzy pracodawcy oferują podwładnym dodatkowe wolne (np. z okazji urodzin) lub krótszy czas pracy w jeden dzień w tygodniu. To lepsze niż szukać, a potem przyuczać nowego pracownika. Coraz śmielej mówi się też o czterodniowym tygodniu pracy.

- Pilotaż przeprowadzony w Islandii, Japonii i Nowej Zelandii pokazuje, że mimo krótszego tygodnia pracy efektywność pracowników wzrosła. Byli oni bardziej wypoczęci i generowali wzrost obrotów badanych firm. Teraz podobne badanie jest realizowane w Hiszpanii. Wprowadzenie na szerszą skalę czterodniowego czasu pracy może i będzie możliwe, ale za około 20 lat i pod warunkiem, że pracowników wesprze technologia - uważa Aneta Fijałek, ekspertka od HR z agencji zatrudnienia Green & Job.

Co z L4 dla wypalonych?

Za wypalenie zawodowe próbuje wziąć się Światowa Organizacja Zdrowia. Wpisała je do oficjalnej klasyfikacji chorób, która będzie obowiązywała od 2022 r. W przestrzeni publicznej natychmiast pojawiły się informacje, że w Polsce od nowego roku lekarze będą mogli wystawić tzw. L4 z powodu wypalenia. Ale aby to było możliwe, najpierw polski parlament musi uchwalić przepisy, które będą regulowały ten problem w naszym kraju.

- W najnowszej wersji Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób ICD-11 wypalenie zawodowe zostało wpisane jako „syndrom zawodowy” i otrzymało swój kod. Ta wersja ICD wejdzie w życie w 2022 r. Ale to, czy ewentualnie na wypalenie zawodowe będzie można wziąć zwolnienie lekarskie i w jakiej formie, będzie zależało od przepisów krajowych - mówił nam niedawno Krzysztof Cieszyński, regionalny rzecznik prasowy ZUS województwa pomorskiego.

Dokument Światowej Organizacji Zdrowia jest podstawą do zmian w naszym kodeksie pracy. Ale na razie prace legislacyjne w tym kierunku nie są prowadzone. Ekspertka od prawa pracy prof. Monika Gładoch ma wątpliwości, czy w ogóle zostaną podjęte.

- Jeśli takie przepisy zostaną przyjęte i zwolnienie będzie można wystawiać, to pojawi się pytanie, czy pracownik, który ucierpiał z powodu wypalenia, będzie mógł występować do pracodawcy o świadczenia odszkodowawcze. Obecnie pracodawcy nie odpowiadają za wypalenie pracowników. Dopóki nie będzie przepisów wykonawczych, to nic się nie zmieni - mówi dr Monika Gładoch, profesor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, ekspertka od prawa pracy.

Problemem wypalenia zawodowego od lat zajmuje się Fundacja Slowlajf. Kilka miesięcy temu wystosowała petycję do Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii, w której domaga się pilnych zmian w kodeksie pracy, uwzględniających regulacje Światowej Organizacji Zdrowia. Fundacja postuluje m.in. wprowadzenie do kodeksu urlopów dla poratowania zdrowia dla wszystkich wypalonych pracowników (dziś mogą z nich korzystać nauczyciele).

- Od dawna apelujemy o reakcję, bo problem jest powszechny, a jego konsekwencje zdrowotne, społeczne i ekonomiczne, znaczące. W kodeksie pracy brakuje zapisów dotyczących wypalenia zawodowego. Byłoby bardzo źle dla nas wszystkich, gdyby przepisy światowe umożliwiały walkę z wypaleniem, a krajowe na ten temat milczały - mówi Łukasz Broniszewski, prezes Fundacji Stabilo.

Więcej zwolnień z powodu depresji

ZUS podaje, że w ubiegłym roku wystawiono 22,7 mln zaświadczeń lekarskich na 266,6 mln dni absencji. Tylko z tytułu depresji wystawiono 385,8 tys. zaświadczeń (to wzrost o 21,3 proc. w porównaniu z 2019 r.). Z kolei do pomorskich oddziałów ZUS (gdańskiego i słupskiego) w ub.r. wpłynęło blisko 1,4 mln zaświadczeń lekarskich o czasowej niezdolności do pracy. Do końca sierpnia tego roku takich zaświadczeń było już ponad 947 tys. Gdyby lekarze zaczęli powszechnie wystawiać L4 na wypalenie zawodowe, to ich liczba mogłaby znacząco wzrosnąć. Eksperci wskazują jednak, że już teraz lekarze mogą wystawiać zwolnienie z tytułu „przeżywania długotrwałego stresu w miejscu pracy i potrzeby wypoczynku”.

- Wypalenie zawodowe jest postępującym procesem utraty zdrowia. Wymaga troski i leczenia. Na szczęście lekarze coraz częściej wychodzą pracownikom naprzeciw i wypisują zwolnienia. Rozumieją ścisły związek pomiędzy stresem a chorobami somatycznymi. Ale musimy też mieć świadomość, że czasem jedynym sposobem ratującym zrujnowane zdrowie, a nawet i życie, jest nie zwolnienie lekarskie, ale rozstanie się z pracą, która przyczyniła się do tego wypalenia - mówi dr Beata Mańkowska, psycholog z UG.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Rybacki: inflacja w sierpniu osiągnie szczyt, potem będzie spadać

Materiał oryginalny: Wielkie zmęczenie pracą. Grozi nam exodus pracowników? - Dziennik Bałtycki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Strefa Biznesu
Dodaj ogłoszenie