Rolnicy wyjeżdżają na drogi: Nie chcemy dopłat, tylko normalności!

Tomasz Chudzyński
Tomasz Chudzyński
Nie pierwszy raz w ostatnich latach rolnicy wyszli na ulice ze swoimi postulatami. O Zielonym Ładzie i napływie towarów z Ukrainy mówili choćby wiosną ubiegłego roku podczas protestu w Gdańsku
Nie pierwszy raz w ostatnich latach rolnicy wyszli na ulice ze swoimi postulatami. O Zielonym Ładzie i napływie towarów z Ukrainy mówili choćby wiosną ubiegłego roku podczas protestu w Gdańsku Mirosław Kowalski
- Trzeba wybrać jedną spółkę portową odpowiadająca za tranzyt towarów z Ukrainy przez Polskę. Niech odpowiedzialność będzie jasna. Trzeba wprowadzić potężne kary dla tych podmiotów, które kupią ukraińskie produkty i będą wprowadzały na nasz rynek. A Zielony Ład to widać dziś na polach. Wielkie rozlewiska, bo zabrania nam się orać. Wszystko jest do wyrzucenia - mówi Andrzej Sobociński, żuławski rolnik.

- Polskie rolnictwo, polska żywność są dziś w tragicznym położeniu. Problemy narastały od lat, ale dobiły nas towary napływające z Ukrainy i Zielony Ład - uważa Andrzej Sobociński, żuławski rolnik i działacz Pomorskiej Izby Rolniczej.

- Jak mamy konkurować z kimś, kto produkuje na zupełnie innych zasadach… - mówi o ukraińskim zbożu, kukurydzy Ryszard Łabędzki, rolnik z Żuław, właściciel dużego gospodarstwa. - Ukraina nie jest w Unii, tam są inne zasady. Produkują się z wykorzystaniem środków ochrony roślin, nawozów, których my, objęci unijnymi regulacjami, wykorzystywać nie możemy. One są znacznie tańsze od dopuszczonych na terenie UE, skuteczniejsze, ale też znacznie bardziej szkodliwe, chemiczne. Kiedyś Unia szczyciła się jakością swojej żywności, tym że rolnictwo jest zdrowe. A teraz?

Ryszarda Łabędzkiego dopytuję, czy chodzi o to, że tzw. zboże techniczne, wyprodukowane w niższych standardach, które trafiło do Polski w ciągu minionych kilkunastu miesięcy z Ukrainy i zostało przerobione na chleb.

- Tak, ale chodzi też o kukurydzę, owoce, koncentraty soków. Na wszystko dają tam szkodliwe opryski. Ludzie to później jedzą, bo znaleźli się tacy, w Polsce i nie tylko, którzy to wykorzystali to produkcji żywności - mówi rozmówca "Dziennika Bałtyckiego".

Frustracja wśród rolników. Doszło do zakupu ukraińskiego zboża za ponad 5 miliardów złotych?

Zaznaczmy, po 24 lutego 2022 r. pomysł Wspólnoty, uzgodniony z rządami państw członkowskich był następujący - trzeba pomóc Ukrainie, która została zaatakowana przez Rosję, w sprzedaży jej produktów rolnych, głównie do Azji i Afryki.

Z uwagi na zablokowanie żeglugi na Morzu Czarnym ustalono, że m.in. ukraińskie zboże przejedzie „tranzytem” przez unijne kraje graniczące z Ukrainą graniczące - w tym Polskę, Rumunię. Z unijnych portów mają być przetransportowane na afrykańskie i azjatyckie rynki. Dodatkowo Bruksela zdjęła cło i kontyngenty na rolne produkty z Ukrainy.

Tyle że ukraińskie zboże tranzytem przez Unię przechodziło w części. Znaczna jego ilość trafiła na unijny rynek.

Lista podmiotów w Polsce, która kupiła ukraińskie ziarno, ma obejmować kilkaset firm. Obiecał ją odtajnić minister rolnictwa w rządzie PiS, Robert Telus (pełnił funkcję od kwietnia do listopada 2023 r). Nie zrobił tego. O odtajnieniu listy mówił też Michał Kołodziejczak, lider Agro Unii, dziś wiceminister rolnictwa w koalicyjnym rządzie Donalda Tuska. Na razie powiedział, że to co się działo w resorcie w czasie rządów PiS jest „szokujące”.

- Ta lista już wypłynęła i wśród rolników krąży. Jest na niej 540 firm, które kupiły ukraiński towar za łącznie 5 mld zł. Tyle stracili polscy rolnicy - mówi Andrzej Sobociński. - To już się stało, tego się nie cofnie. Ale my musimy działać.

Polityka i długo, długo nic. Wiceminister Michał Kołodziejczak na cenzurowanym

Nie pierwszy raz w ostatnich latach rolnicy wyszli na ulice ze swoimi postulatami. O Zielonym Ładzie i napływie towarów z Ukrainy mówili choćby wiosną ubiegłego roku, w czasie protestu w Gdańsku. Jeszcze wcześniej, m.in. na spadające ceny produkcji rolnej oburzała się Agro Unia z Michałem Kołodziejczakiem na czele, dzisiejszym wiceministrem, któremu aktywność w sprawach rolniczych zapewniła miejsce w rządzie. W tamtym czasie od rolników „dostawał” rząd PiS. Pod koniec stycznia tego roku, gdy stery w Polsce objął nowy rząd, Piotr Duda, szef NSZZ „Solidarność” zapowiedział „koniec Wersalu” i wyjście na ulice przedstawicieli „S” Rolników Indywidualnych. Szefuje tej organizacji Robert Telus z PiS, były minister rolnictwa w rządach Mateusza Morawieckiego. Co ciekawe, w poprzednich latach szefostwo rolniczej „S” tak radykalnego jak dziś podejścia do protestowania nie miało.

Żuławskich rolników pytamy o polityczny aspekt protestów.

- Zgodzę się z tezą, że ten protest eskaluje, a zwłaszcza o większym udziale „Solidarności” RI, właśnie teraz. Ale rolnicy nie wyszli na ulice dopiero w tym roku, proszę pamiętać. Robiliśmy to w zeszłych latach, gdy rządził PiS. Premier powiedział mi na spotkaniu w Morągu, że obecne problemy polskiej wsi wywołane przez transport z Ukrainy i Zielony Ład to „lekcja dla naszej polityki i gospodarki”. Dziś zatem my, rolnicy, dajemy premierowi Tuskowi kartę przetargową w rozmowach z Brukselą - podkreśla Andrzej Sobociński.

- Czy jest w tym polityka? I tak, i nie… - mówi Ryszard Łabędzki. - Rolnicy mają swoje poglądy, polityków, którym ufają bardziej i mniej. To jasne. Ja nie wiem, czy Kołodziejczak jest poważny, nie wiem czy Telus jest poważny. Teraz są protesty, ale one trwają już jakiś czas. Rolnicy mają grupy w mediach społecznościowych - rozmawiamy, dyskutujemy… I to są grupy typowo regionalne - ludzi z danego powiatu, kilku powiatów. O polityce nie rozmawiamy. Walczymy o poprawę naszej sytuacji. To jakby jest… ponadpartyjne. A jeszcze miło się robi, bo ludzie rozumieją nasze protesty. Niedawno, w Elblągu, stojącym rolnikom ktoś zafundował pizzę.

Ryszard Łabędzki wskazuje, że dziś protestują rolnicy ze wszystkich krajów unijnych.

- W naszym rolnictwie burdel był już od dawna i, niestety, nadal jest. Płacimy duże składki do KRUS, plus osobno składki zdrowotne. Ale skutek jest taki, że praktycznie do własnego chorobowego musimy jeszcze dokładać, jak ktoś musi np. do szpitala iść. Te dopłaty, których każdy nam zazdrości, to kolejne powody do zmartwień. Dostajemy je każdego roku, najpierw część, w formie zaliczek. W tym roku te zaliczki są o ponad połowę niższe… Nikt nie wie dlaczego. To wszystko musiało kiedyś pęknąć - mówi rolnik.

Andrzej Sobociński uczestniczył w rolniczych protestach, które Samoobrona organizowała na Żuławach niemal ćwierć wieku temu. To było na kilka lat przed wejściem do Unii. Polska wieś była biedna. Sprzęt był o wiele gorszej jakości, nie było dopłat, ceny płodów rolnych nie gwarantowały zwrotu produkcji. Ludzie szli za charyzmatycznym Andrzejem Lepperem.

- Nie chcemy wyższych dopłat, jak nam się zarzuca. Chcemy normalności. W przyszłym tygodniu zablokujemy trasę S7 na Żuławach. Musi boleć. Ten protest musi Warszawa odczuć i dostrzec. Zrobiliśmy już wszystko co w naszej mocy, by rozwiązać nasze problemy za pomocą rozmów. Zaprosiłem do Nowego Dworu Gdańskiego wiceministra Michała Kołodziejczaka, dostałem się na spotkanie z Donaldem Tuskiem w Morągu, gdzie zabrałem głos. Dostaliśmy wyrazy poparcia, ale jednoznacznych deklaracji nie było. Jeśli nikt do nas nie przyjedzie przed protestem, będziemy działać radykalnie. Nie odpuścimy. Bo rozwiązanie naszych problemów tak naprawdę jest bardzo proste - mówi Andrzej Sobociński.

Jak brzmi ta recepta?

- Trzeba wybrać jedną spółkę portową odpowiadająca za tranzyt towarów z Ukrainy przez Polskę. Niech odpowiedzialność będzie jasna. Trzeba wprowadzić potężne kary dla tych podmiotów, które kupią ukraińskie produkty i będą wprowadzały na nasz rynek. Oczywiście trzeba rozmawiać z Brukselą o przywróceniu ceł i kaucji na towary rolne z Ukrainy. Ale jeśli do tego nie dojdzie, nasza propozycja załatwi sprawę - podkreśla rolnik.

Ekonomia i rolnictwo. Zgadzać na końcu ma się rachunek polskiego rolnika

- Ekonomia jest prosta - mówi Ryszard Łabędzki. - Jeśli danego produktu na rynku jest za dużo, jego cena spada. Dziś ona jest śmieszna w Polsce, bo przez import ukraińskiego zboża mamy go nadmiar. Mało tego, nie ma zainteresowania ze strony skupów. Cena spada stale, od ubiegłorocznych zbóż robi się coraz gorzej.

Jak zaznacza, pomysł z transportem ukraińskiego zboża przez polskie porty od początku miał poważną wadę.

- One mają zdolność przeładunkową ziarna na poziomie 700 tys. ton rocznie - dodaje Ryszard Łabędzki. - One naszego zboża nam nie wywiozą, a co dopiero mówić o kilku milionach on z Ukrainy. Mało tego, największy terminal zbożowy w Gdyni przechodzą towary importowane morzem z Ukrainy. Nasze firmy tak ściągają na przykład kukurydzę. To trwa - zboże, cukier z Ukrainy cały czas płyną.

Ukraina chce, by Polska dotrzymała regulacji unijnych. Grozi zastosowaniem zakazu importu produktów polskich do siebie. Jak wyliczał niedawno minister rolnictwa Czesław Siekierski, Polska nadal ma dodatnie saldo wymiany handlowej z Ukrainą.

- Interes Ukrainy jest oczywisty. I ja pomoc dla tego kraju uważam za słuszny. Wielu rolników się zaangażowało np. w przyjęcie uchodźców wojennych z tego kraju. I my chcemy pomagać. Ale z naszego wsparcia nie mogą korzystać bogacze, którzy robią na tym biznes - tłumaczy Ryszard Łabędzki.

To dość znana sprawa, podnoszona nie tylko przez polskich protestujących… Większa część ukraińskiej produkcji rolnej jest w rękach wielkich graczy agroholdingów będących własnością tamtejszych oligarchów lub międzynarodowych korporacji.

- Całość sprowadza się do zwykłej kalkulacji. Jeśli nie mogę sprzedać swojego zboża, albo sprzedaję je po cenie poniżej produkcji, to zaczynam tracić płynność finansową. I tę płynność stracić jest niezwykle łatwo. Każdy rolnik w Polsce kredytuje swoją hodowlę czy zasiewy. A potem jest tak, że jak spóźnisz się ze spłatą raty, banki zaczynają krzywo patrzeć. Chyba nie chcemy by rolnicy zaczęli upadać... - dodaje Ryszard Łabędzki.

- Mamy do czynienia z destabilizacją rynku spożywczego, przez wojnę wywołaną przez Rosję. To ewidentne. Dlatego trochę się z ukraińskim stanowiskiem nie zgadzam. Ich towar powinien przez unijne państwa przejść i trafić do ONZ. To wszystko. A jest inaczej. Tak, jakby Ukraina była już w UE. A nie jest. Ich produkcja nie spełnia unijnych wymogów - tłumaczy Andrzej Sobociński.

Polexit i Zielony Ład. O co w tym tak naprawdę wszystkim chodzi?

Ryszard Łabędzki głęboko wzdycha, gdy pytamy go o Zielony Ład.

- Nietoperze są ważniejsze od krów… Na tym to polega. Jest mowa o ugorowaniu 4 proc. areału w gospodarstwie… Trudno kupować ziemię tylko po to, by ona leżała odłogiem. Ekologia jest ważna, nawet bardzo. Tylko zwróćmy uwagę - w Polsce jest ok. 1,3 mln gospodarstw. Z produkcji eko utrzymuje się góra 300 tys. A co mają zrobić pozostali? - zastanawia się rolnik.

Według unijnej strategii rolnictwo odpowiada za niemal 40 proc. emisji gazów cieplarnianych, wywołujących zmiany klimatu. Zielony Ład ma tę wartość obniżyć. Wprowadzono m.in. ugorowanie 4 proc. gospodarstw w Unii Europejskiej.

- Ktoś wymyślił, że krowa wydziela za dużo metanu… Dużo w porównaniu do czego? Przemysłu. Przecież to bzdura. Ugorowanie, ekoschematy… tego jest naprawdę w Zielonym Ładzie dużo. Trudno to w skrócie wyjaśnić. Ale ten cały Zielony Ład widać teraz na Żuławach. Proszę spojrzeć na rozlewiska na polach. Zabronili nam orać w lutym. Po takich podtopieniach będziemy mogli rozpocząć prace na polach dopiero w maju, kiedy wszystko wyschnie. A w maju na większość zasiewów to będzie za późno. Tzw. struktura agrarna została zaburzona - mówi Andrzej Sobociński.

Zapisy Zielonego Ładu weszły w życie w ubiegłym roku.

- Janusz Wojciechowski (komisarz UE ds. rolnictwa) mówił wtedy, że Zielony Ład jest szansą dla polskiego rolnictwa. My apelowaliśmy do przedstawicieli rządu, a rządził wówczas PiS, o interwencję w Brukseli. Proponowaliśmy, by zrobić okres przejściowy, referencyjny, sprawdzić jak to działa. Prosiliśmy. Nikt nie chciał słuchać (przeciwny zmianom był Jan Krzysztof Ardanowski, były minister rolnictwa w rządzie PiS - red.). O ile towar z Ukrainy jest problemem dla państw granicznych, to Zielony Ład uderza we wszystkich rolników. I cała Unia protestuje. Z drugiej strony, jak można wprowadzać przepisy ograniczające produkcję żywności, kiedy trwa wojna? Z całej tej sytuacji, Zielonego Ładu, destabilizacji sektora rolniczego cieszy się tylko Putin. Tu wszystko jest przeciwko nam - podkreśla Andrzej Sobociński.

Rolnicze protesty przetaczają się przez unijne kraje. W Polsce rolniczy sprzęt staje na drogach, blokując przejazd. Wielu komentatorów dostrzegło na jednym z protestów baner ze stanowczą deklaracją „Polityka UE do zmiany albo polexit”. Czy wyjście z UE jest dla rolników poważną alternatywą?

- Odpowiem tak - też widziałem ten baner, i też zwróciłem na niego uwagę. Jesteśmy Europejczykami i tak powinno pozostać - mówi.

Andrzej Sobociński mówi bardziej jednoznacznie.

- Nie, kategorycznie nie! Nie ma opcji, by rolnik w Polsce chciał polexitu - dementuję to głupie hasło. Gdyby nie Unia, bylibyśmy dziś takimi państwami jak Białoruś czy Ukraina. Każdego zwolennika wyjścia Polski z Unii proszę o rozmowę z Brytyjczykami o tym, jak im się żyje po brexicie. Ja wiem, co powiedzą - że zrobili błąd. I jeszcze jedno, gdzie my mielibyśmy ten nasz towar, naszą żywność sprzedawać będąc poza Unią, poza wspólnotowym rynkiem? - pyta rolnik. - Oczywiście, Zielony Ład nie wyszedł. Polityka nas otacza, w demokracji musimy się spierać. I te wszystkie obecne wady w ramach UE da się naprawić.

Sonda "Dziennika Bałtyckiego". Transport ukraińskiego zboża powinna podlegać szerszej kontroli i obostrzeniom?

Trwa głosowanie...

Czy popierasz protesty rolników?

Dziennik Bałtycki

Jesteśmy na Google News. Dołącz do nas i śledź "Dziennik Bałtycki" codziennie. Obserwuj dziennikbaltycki.pl!

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Jak kupić dobry miód? 7 kroków

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Rolnicy wyjeżdżają na drogi: Nie chcemy dopłat, tylko normalności! - Dziennik Bałtycki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na strefabiznesu.pl Strefa Biznesu